Wybiórcza historia katastrofy

Powrót teorii o obecności gen. Andrzeja Błasika w kokpicie, obalonej przez prokuraturę, o rzekomych naciskach prezydenta na załogę, niewyszkolonych pilotach, kiepskich ekspertach zespołu parlamentarnego, którzy lansują nieuprawnione tezy, i „oszołomach” spod Krzyża Pamięci – to główne tezy, jakie zostają po lekturze rocznicowego dodatku „Gazety Wyborczej” o katastrofie smoleńskiej „Wyjście z mgły”.

Nie znajdziemy w tym opracowaniu ani informacji o czterech wersjach stenogramów rozmów z wieżą lotów, „poprawianych” przez Rosjan, ani o ukrywaniu przez prokuraturę od trzech lat jedynego oryginalnego nagrania rozmów pilotów z wieżą, pozyskanego bez pośrednictwa Rosji – taśmy magnetofonowej (właściwie drutu, na którym są nagrane) Jaka-40, ani o ukrywaniu przez agendy rządowe zdjęć satelitarnych, przekazanych Polsce przez USA. Nie znajdziemy też wyraźnych wskazań bezspornej winy premiera Donalda Tuska, który oddał śledztwo Rosji, ani win polskiego MSZ. Próżno szukać w opracowaniu „Wyborczej” wątku przywrócenia z emerytury Tomasza Turowskiego, skierowania go na „odcinek” smoleński i roli tego byłego agenta w całej operacji, ani wyraźnego wskazania zaniedbań gen. Mariana Janickiego, szefa BOR, w czasie organizowania wizyty prezydenta. Nie doczytamy się też w tej publikacji szczegółów dotyczących przetargu na remont rządowych Tu-154M i samego remontu, którym kierowali Rosjanie, ani
o kompromitującym komisję Millera fakcie oparcia tez raportu na zdjęciach fotoamatora Siergieja Amielina.

Opowieści historyczne

Opracowanie to zawiera natomiast wiele bardzo drobnych szczegółów, nieistotnych dla sprawy, m.in. opowieści historycznych, które bardziej byłyby uprawnione w opracowaniu książkowym, a nie w dodatku gazetowym. Mamy więc w „Wychodzeniu z mgły” historię powstania 36. Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego, nawet historię dojścia do urzędu prezydenckiego Bronisława Komorowskiego. Jest też szczegółowa historia od...

[pozostało do przeczytania 62% tekstu]
Dostęp do artykułów: