O narodową godność

Ile razy już ogłaszano, że czas się zająć ważniejszymi sprawami, że wszystko zostało wyjaśnione i było „arcyboleśnie proste”, ile razy mówiono, że Polacy już nie chcą słyszeć o Smoleńsku, ile razy usiłowano odwrócić uwagę społeczną „sukcesami” rządu lub pustymi gestami zaspokoić potrzebę oddania hołdu i potrzebę pamięci?

Nie, nie zapomnieliśmy. I się nie zmęczymy. Jak długo będzie trzeba, tak długo będziemy  walczyć o to, by tragedia smoleńska została wyjaśniona, by winni zostali ukarani, a ofiary pamiętane, dopóki Polska będzie Polską. Zadbamy też o to, by tym razem grubej kreski nie było. Odpowiedzialni za tę śmierć poniosą konsekwencje. Jestem o tym przekonany. Premier Tusk już wie, że 10 kwietnia lepiej jest zejść Polakom z oczu – jego wyjazd do Nigerii mówi sam za siebie. Ta ucieczka to zapowiedź przyszłej generalnej ewakuacji z kraju. Jego współpracownicy i sympatycy, których jest coraz mniej, nie będą mieli czego szukać 10 kwietnia na Krakowskim Przedmieściu.

Bo też coraz większej liczbie Polaków otwierają się oczy na działania władz przed i po 10 kwietnia 2010 r. Że nie są do zaakceptowania, że żadną miarą nie można ich usprawiedliwić. To, że znaczna część polskiego społeczeństwa gotowa była przyjąć ich wyjaśnienia i cierpliwe czekać na wyniki śledztwa, wynikało m.in. z tego, że wielu Polakom po prostu nie mieściło się w głowie, iż tak może zachować się polski rząd, polski premier, p.o. prezydenta Rzeczypospolitej, nasze, pożal się Boże, elity. Można było oczekiwać, że we własnym, dobrze pojętym interesie Tusk i jego ludzie zadbają o wiarygodność śledztwa. I będą rozumieli, iż w tej sprawie odpowiadają przed Bogiem, historią i narodem, więc zrobią wszystko, by choć w części się zrehabilitować, by uratować resztki swojego dobrego imienia. Tak się nie stało. Dlaczego? Wniosek jest jeden – tak się zachowuje tylko ktoś, kto jest współwinny, kto czuje się współodpowiedzialny, albo ktoś, kto jest zastraszany, szantażowany – co w tym...
[pozostało do przeczytania 66% tekstu]
Dostęp do artykułów: