Papa, Michèle, Michelle i Garrincha

Dodano: 19/03/2013 - Nr 12 z 20 marca 2013

Cicho, Madame! Chciałem zacząć tekst w inny sposób, ale z felietonistą jest czasem jak z księdzem, który choć wcześniej przygotowuje treść kazania na niedzielę, ostatecznie wygłasza inną homilię, bo Duch Święty szast-prast zmienił jego plany. Wysłuchałem właśnie w Paryżu w „Maison de la Mutualité” (koło stacji metra Maubert-Mutualité) jednego z najbardziej wpływowych francuskich polityków ostatniej dekady. Gdyby felieton ten pisała Magdalena Środa, określiłaby tę polityk z pewnością mianem „polityczka”. Ale że pisze go Ryszard Czarnecki, to jest tak, jak Pan Bóg przykazał. Michèle Alliot-Marie to zatem wieczna minister, nie ministra, w erze Nicolasa Sarkozy’ego. W latach 2004–2011 była a to ministrem obrony, a to spraw zagranicznych, a to sprawiedliwości. Ba, przez czas jakiś była głównym kontrkandydatem „Sarko” do prezydentury w prawyborach UMP, partii francuskich „gaullistów”. A więc słuchałem tej wysokiej blondynki, miłej starszej pani, która z ogniem w oczach
     
27%
pozostało do przeczytania: 73%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze