Ten trotyl eksplodował

Badania zlecił jeszcze w ubiegłym roku Stanisław Zagrodzki, kuzyn śp. Ewy Bąkowskiej, która zginęła w katastrofie smoleńskiej. Analizy laboratoryjne dowiodły ponad wszelką wątpliwość, że na pasie, którym przypięta była Ewa Bąkowska, znajdowały się ślady trotylu, i to przereagowanego – czyli takiego, który eksplodował.

– Czekam jeszcze na skompletowanie fachowej opinii pirotechnicznej w tym zakresie, gdyż wyniki analizy wskazują na obecność także innych związków. Dopiero wtedy będę komentował tę sprawę – powiedział „GP” Stanisław Zagrodzki.

Co zrobi prokuratura

Badania laboratoryjne potwierdziły to, co wynikało z wcześniejszych testów przeprowadzonych w USA przy użyciu terenowego zestawu do wykrywania materiałów wybuchowych. Eksperci badali wówczas wspominany pas bezpieczeństwa oraz część rękawa koszuli. Na pasie – w kolejnych trzech próbach – stwierdzono obecność śladów trotylu. Test powtórzono po 24 godzinach.

„Wyniki uzyskane drogą szybkiego testu terenowego wskazują na możliwy kontakt pasa bezpieczeństwa z materiałem wybuchowym TNT. Badanie przy użyciu technik analitycznych, takich jak spektrometria mas, jest konieczne dla potwierdzenia zaprezentowanych tu wyników wstępnych, które wskazują na obecność TNT w materiale testowanym” – stwierdzili wówczas naukowcy przeprowadzający test.

Sprawdzenie pasa w amerykańskim laboratorium dało parę miesięcy później wynik pozytywny. Analogicznych analiz – tyle że dotyczących próbek z wraku tupolewa pobranych w Smoleńsku jesienią ub.r. – dokonują od grudnia 2012 r. polscy biegli. Jak ujawniła tydzień temu „Gazeta Polska”, w pierwszych przebadanych próbkach stwierdzono obecność śladów trotylu. Prokuratura, która początkowo twierdziła, że nie zna wyników analiz, gdyż te nie zostały ukończone, wydała po publikacji „GP” dementi, przekonując, że „biegli prowadzący badania laboratoryjne próbek, zabezpieczonych w Smoleńsku na przełomie września i października...
[pozostało do przeczytania 62% tekstu]
Dostęp do artykułów: