Koniec farsy Mariana Janickiego

Choć „zamachowiec” Pavol Vondrous wyjaśniał, że miał to być jedynie happening, opinia publiczna nie obróciła sytuacji w żart. Prezydent Klaus wprawdzie nie odniósł żadnych poważnych obrażeń, jednak następnego dnia po incydencie szef prezydenckiej ochrony podał się do dymisji.

Błędy i zaniedbania

„Szef BOR kieruje Biurem Ochrony Rządu i zapewnia sprawne oraz efektywne wykonywanie jego zadań (ochrony osób najważniejszych w państwie – przyp. red.), w szczególności poprzez: 1) organizowanie ochrony, 2) prowadzenie polityki kadrowej, 3) określanie oraz wykonywanie programu szkolenia funkcjonariuszy i doskonalenia zawodowego pracowników, a także zapewnianie im właściwych warunków i trybu szkolenia, 4) współdziałanie z centralnymi organami administracji rządowej podległymi ministrowi właściwemu do spraw wewnętrznych, jednostkami organizacyjnymi podporządkowanymi, podległymi oraz nadzorowanymi przez ministra właściwego do spraw wewnętrznych lub Ministra Obrony Narodowej oraz innymi organami administracji rządowej i samorządu terytorialnego w zakresie zadań realizowanych przez BOR i te organy” – czytamy w ustawie o Biurze Ochrony Rządu z 30 marca 2001 r.
O tym, jak Marian Janicki wywiązywał się ze swoich obowiązków, najdobitniej świadczy przykład katastrofy smoleńskiej. Jak ustaliła Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga, 10 kwietnia 2010 r. miało dojść do licznych uchybień w działalności funkcjonariuszy BOR. Prokuratorzy badali sprawę ewentualnego niedopełnienia obowiązków lub przekroczenia uprawnień przez urzędników i funkcjonariuszy publicznych kancelarii prezydenta, premiera, MSZ, MON, polskiej ambasady w Moskwie i BOR w związku z przygotowaniami wizyt w Katyniu premiera Donalda Tuska (7 kwietnia 2010 r.) i prezydenta Lecha Kaczyńskiego (10 kwietnia 2010 r.).

Wśród uchybień wymieniła

m.in. brak właściwego nadzoru ze strony kierownictwa BOR nad działaniami ochronnymi, tj. planowaniem,...
[pozostało do przeczytania 69% tekstu]
Dostęp do artykułów: