Pocztówka z Erywania

Dodano: 26/02/2013 - Nr 9 z 27 lutego 2013

A ja właśnie wróciłem ze stolicy Armenii. Byłem tam cztery dni, dobre i to. Nie była to moja pierwsza ani druga wizyta, więc trochę już poznałem ten południowokaukaski naród o tragicznej historii, ale jakoś umiejący odnaleźć się w postsowieckiej rzeczywistości.Być jak Mikojan Wysoki urzędnik rządu w Erywaniu przychodzi do mnie do hotelu. Myślałem, że wypijemy kawę w hotelowym lobby, ale minister najwyraźniej nie chce rozmawiać w miejscu, o którym mówi się, że jest podsłuchiwane przez lokalne służby. Idziemy do kawiarni tuż koło głównego placu miasta. Minister opowiada mi historię, która lepiej pokazuje ormiański spryt i umiejętność przetrwania niż opasłe tomy socjologów: „Mieliśmy we władzach sowieckiej partii komunistycznej naszego rodaka Mikojana. Przetrwał wszystkich. Innych rozstrzeliwano, a on dalej był u władzy”. Potem słyszę, że z racji swego położenia geopolitycznego (Rosja!) Ormianie muszą być jak ów towarzysz Mikojan: przeżyć, funkcjonować, nie dać się zabić
     
24%
pozostało do przeczytania: 76%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze