Pocztówka z Tbilisi

Jestem w tym kaukaskim państwie po raz trzeci. W ostatnich latach Gruzja stała się dla nas symbolem „nie” dla ekspansji Rosji, a z kolei Polska dla Gruzji – znakiem solidarności dużego europejskiego kraju z państwem małym, które nie zważając na jego europejskie aspiracje niektórzy geografowie wciskają w całości albo w części do Azji.

Twarda ręka Miszy

Nie ma już śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego, którego przemówienie podczas rosyjskiej inwazji na głównym placu Tbilisi tysiące ludzi przerywało okrzykami „Polska, Polska”, „Gruzja, Gruzja”, „Przyjaźń, przyjaźń”. Nie ma już tamtej Polski, ale po ostatnich wyborach parlamentarnych nie ma już także tamtej Gruzji.

Przyjeżdżam w gorącym momencie. Przed paroma dniami prezydenta Micheila Saakaszwilego nie wpuszczono do biblioteki gruzińskiego parlamentu, gdzie miał przemawiać, a posłowie jego opozycyjnej dziś partii zostali pobici. To bezpośredni efekt tego, że rząd odrzucił kompromis uzgodniony w parlamencie – Saakaszwilemu obiecano, że do konstytucji państwa zostanie wpisany euroatlantycki kurs Gruzji (NATO!), za to prezydent nie rozwiąże parlamentu.

Z lotniska jadę, gdy noc spowija jeszcze Tbilisi. Ale dzięki Miszy – jak nazywają Saakaszwilego jego zwolennicy – to miasto jest bezpieczne nawet nocą. Prezydent zreformował policję, stróżom prawa podwyższył pensje i wprowadził system dość rygorystycznych kar. Za pobicie dostaje się tu cztery lata bezwzględnego więzienia, bez żadnych zawiasów. Ostro zwalcza się narkobiznes, wsadzając do więzienia nawet za posiadanie niewielkiej ilości narkotyków. Gdy Misza obejmował władzę, w 5-mln. kraju szalała przestępczość, ale kryminalistów osadzonych w więzieniach było tylko 8 tys. Po dziewięciu latach rządów Saakaszwilego było ich trzy razy więcej. Nowa władza jednak przeprowadziła amnestię, uwalniając olbrzymią większość spośród 24 tys. więźniów. Wypuszczono najgroźniejszych przestępców, każąc im jednak wyjechać z kraju,...
[pozostało do przeczytania 44% tekstu]
Dostęp do artykułów: