Mój drugi obieg

Pożegnawszy się z filozofią dialogu, można było zrobić tylko jedno: budować drugi obieg. Czy termin ten w odniesieniu do niezależnych mediów zdał egzamin? Ciągle słyszę, że jest nietrafny, bo kojarzy się z „drugą kategorią”. Mnie bardziej kojarzy się z literaturą podziemną lat „Solidarności” albo – w jeszcze większym stopniu – z niepodległościową kulturą emigracyjną w opozycji do krajowej propagandy. Językowo jest to określenie precyzyjne. Niech martwią się „niepokorni”, krnąbrne dzieci systemu. Drugi obieg jest wobec tego systemu niezależny i samowystarczalny. Mam wrażenie, że jego powszechną akceptację w środowiskach niepodległościowych utrudnia jedynie triumfalizm, bo przecież bliskie nam wartości to po prostu depozyt polskiej inteligencji, który powinien być rdzeniem kultury narodowej. Zgoda, ale co nam z poczucia dumy, skoro dla instytucji państwowych kultura narodowa to happeningi, instalacje i transgresje płciowe, a dla większości Polaków – koncerty Dody Elektrody. Pora
     
31%
pozostało do przeczytania: 69%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze