Afrykańska wojna Hollande’a

W 2011 r. Francja, w asyście krajów NATO, bombardowała Libię, by pomóc powstańcom w ich walce z pułkownikiem Muammarem Kaddafim. Libijski dyktator został pokonany, ale Zachód nie docenił konsekwencji upadku reżimu w Trypolisie. Bojownicy, którzy walczyli u boku Kaddafiego, opróżnili libijskie arsenały broni i uciekli do sąsiedniego Mali, gdzie przejęli kontrolę nad tuareską partyzantką, walczącą o niepodległość z władzami w Bamako. W zaledwie kilka miesięcy była francuska kolonia stała się przyczółkiem dla dżihadystów z całego świata. Cenę za libijską przygodę Nicolasa Sarkozy’ego płaci dziś jego zastępca, socjalista François Hollande. Francja ruszyła na pomoc malijskim władzom, stojącym w obliczu inwazji islamistów na stolicę kraju, i rozpętała wojnę, która może się okazać zarówno długa, jak i kosztowna. A jej wynik jest bardziej niż wątpliwy.

Islamiści okupują słabo zaludnione tereny pustynne o wielkości setek tysięcy kilometrów kwadratowych przy granicy z Algierią, gdzie temperatury w dzień przekraczają 45 stopni Celsjusza. Francuzom będzie trudno walczyć w tych warunkach, a malijskiej armii brakuje wyszkolenia, sprzętu i amunicji. Interwencja może ugrzęznąć w piaskach Sahary. Przede wszystkim jednak brakuje wizji, co dalej z Mali, które dziś jest państwem upadłym. I jeśli to się nie zmieni, to po wycofaniu francuskich wojsk ponownie stanie się łupem islamistów.

Dziedzictwo kolonializmu

By zrozumieć kryzys w Mali, trzeba wrócić do epoki kolonialnej. Jak pisze „Foreign Policy”, w 1893 r., w dolinie Nigru „francuska armia odniosła zwycięstwo nad imperium Tukulor, islamskim państwem opartym na dżihadzie pod wodzami Umara Talla”. 40 lat wcześniej, po powrocie z pielgrzymki do Mekki, Tall – przy pomocy uczniów szkół koranicznych – podbił królestwo Kaarta ludu Bambara, obejmujące swym obszarem tereny dzisiejszego zachodniego Mali. Tall ustanowił tam surową wersję islamu, mordując i niewoląc dziesiątki tysięcy...
[pozostało do przeczytania 75% tekstu]
Dostęp do artykułów: