Po francusku société, po naszemu szajka

Société, drodzy Czytelnicy, to towarzystwo. I nie jakieś tam towarzystwo z pubu albo z pracy, ale z wyższych sfer. My, Polacy, też mamy towarzystwo, a jakże. Jest to towarzystwo wzajemnej adoracji z wyższych sfer uprzywilejowania, a przywilejami obdziela towarzystwo elyta rządząca i towarzyszące jej towarzystwo adoracji. Tacy różni redaktorzy, publicyści i temu podobni. Ale nie tylko, o nie! Do tego towarzystwa dołączają coraz to nowi adoratorzy „towarzystwa”, naukowcy, artyści i wszyscy ci, którzy wietrzą w tym procederze same korzyści. I nawet trudno się dziwić, wszak rządzi III RP towarzystwo Donalda Tuska i Bronisława Komorowskiego. I jak się wszyscy wespół w zespół natężą, porządzą jeszcze parę lat, to wystarczy, żeby urządzić się na stare lata i zaopatrzyć rodzinę. Bo rodzina jest najważniejsza, tyle tylko, że nie jakaś rodzina, ale własna. Cudza rodzina jest obciążeniem dla państwa i przeszkodą w realizacji zasad ideologii, którą można streścić krótko: „swój do swego, po swoje
     
14%
pozostało do przeczytania: 86%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze