Gazprom idzie na wojnę. W co gra Kreml

FOT. PETER KOVALEV / TASS / FORUM
FOT. PETER KOVALEV / TASS / FORUM

ŚWIAT [Rosja, Nord Stream 2, Gazprom, gaz]

„Winter is coming” – te słowa zna każdy fan „Gry o tron”. W przypadku gazu i zimowego okresu są celnym określeniem polityki Gazpromu, czyli Kremla. Rosjanie nie chcą uzupełnić zapasów gazu w Europie, by móc – jeśli będzie potrzeba – wywołać gazową wojnę w środku zimy. To szantaż związany z Nord Stream 2.

Zazwyczaj o tej porze roku koncerny energetyczne w całej Europie uzupełniają zapasy w magazynach, modernizują i naprawiają infrastrukturę, rezerwują kontrakty na gaz i przeprowadzają rutynowe prace konserwacyjne potrzebne do przygotowania się do nadchodzącej zimy. W tym roku jest jednak inaczej. Jest bardzo nerwowo. Przede wszystkim mocno idą w górę ceny gazu, a jednocześnie kurczą się zapasy (oczywiście jedno wiąże się z drugim), choć sezon zimowy tuż tuż. W ostatnich dniach sierpnia cena gazu w Europie sięgała 580 dolarów za 1 tys. m³. Na początku września biła kolejne rekordy. 2 września cena zamówienia na spotowe dostawy na październik według indeksu holenderskiej giełdy TTF, największego takiego hubu gazowego w UE, osiągnęła poziom 645,9 dolara za 1 tys. m³. Dyrektor finansowy Gazpromu, Aleksandr Iwannikow, przyznaje, że rekordowe ceny gazu świadczą o tym, iż „poziom wypełnienia surowcem magazynów gazu znajduje się na historycznie niskim poziomie, dlatego przesłanek do obniżenia cen nie ma żadnych”. Oczywiście nie dodaje, że to zasługa Gazpromu, który korzysta z sytuacji na globalnym rynku, by wzmocnić własną pozycję przetargową.

Pustki w magazynach

W lipcu cena gazu w TTF pobiła 17-letni rekord. Obecnie „błękitne paliwo” kosztuje na unijnym rynku jakieś trzy razy więcej niż w tym samym czasie dwa lata temu. I pięć razy więcej niż rok temu. Skroplony gaz ziemny (LNG) z Ameryki Północnej zazwyczaj pomógłby zwiększyć dostawy w Europie. Jednak w tym roku większość z nich skierowała się do Azji, gdzie ceny są jeszcze wyższe niż w Europie, nawet o 80 proc. W efekcie, w lipcu dostawy LNG do Europy były najniższe w tym miesiącu na przestrzeni trzech lat. W sierpniu było jeszcze gorzej. „Niedobory gazu mogły być spowodowane wieloma przyczynami: interesami handlowymi, ograniczeniami dostaw na rynku krajowym, naciskami politycznymi, aby zmusić Europę do szybkiego zatwierdzenia Nord Stream 2” – mówi w rozmowie z redakcją Radio Liberty Aura Sabadus z londyńskiego Independent Commodity Intelligence Services. Trudna sytuacja na rynku gazu w Europie jest spowodowana także rosnącym popytem na surowiec w związku z odbiciem gospodarczym po pandemii, jak też coraz mocniej wdrażaną „zieloną agendą”. Oprócz bardziej atrakcyjnych dla producentów gazu cen w Azji dochodzi jeszcze spowolnienie tempa wzrostu produkcji LNG na świecie w pierwszej połowie 2021 roku.

Ale też jest to przede wszystkim typowa rosyjska postawa: chęć pokazania Europie, że nadal pozostaje zależna od rosyjskiego gazu. Zależna mimo wzrostu importu LNG z USA w ostatnich latach. Gazprom oczywiście wypełnia zobowiązania zapisane w długoterminowych umowach. Ale nie spieszy się ze sprzedażą gazu w ramach umów spotowych, choć ceny biją rekordy. Rosjanie mieli swoje wymówki. Priorytetem było zapełnienie magazynów w Rosji, które zostały niemal w całości opróżnione ostatniej zimy. Po drugie, na początku sierpnia wybuchł pożar w ważnych zakładach Gazpromu w Urengoj. W efekcie dostawy gazu gazociągiem Jamał–Europa zmalały dwukrotnie. 31 lipca przepływ w granicznym polsko-niemieckim punkcie Mallnow spadł z 81 mln m³ dziennie do 49 mln m³. Pięć dni później było jeszcze gorzej: zaledwie 34 mln m³. Zaś 11 sierpnia poziom było rekordowo niski: poniżej 20 mln m³ dziennie.

Zasoby gazu ziemnego w Unii Europejskiej są znacznie poniżej normalnego poziomu jak na tę porę roku. 22 sierpnia magazyny w Europie były wypełnione jedynie w 64 proc. (72 mld m³), co oznacza minus 30 mld m³ w porównaniu z 2019 rokiem, czyli tym przedkryzysowym. Wynika to po części z wyjątkowo późnej zimy i wczesnej wiosny, co oznaczało skrócenie sezonu na uzupełnianie zapasów. Ale głównym powodem jest to, że dostawy w ostatnich miesiącach są niemal pięć razy mniejsze niż rok wcześniej. W porównaniu z ub.r., w sierpniu 2021 roku magazyny w Niemczech były wypełnione w o 50 proc. mniejszym stopniu. Jak pisał Ośrodek Studiów Wschodnich, według stanu na 22 sierpnia zapełnienie magazynów gazowych wynosiło: 41 proc. w Haidach (Austria), 4% proc. w Rehden (Niemcy) i 17 proc. w Bergermeer (Holandia), podczas gdy w tym samym miesiącu 2019 roku było to około 90 proc. Sytuacja jest coraz poważniejsza. Jeśli do października magazyny nie zostaną wypełnione, UE będzie zimą zdana na łaskę Gazpromu i tego, czy, kiedy i ile gazu Rosjanie prześlą.

Gazprom szantażuje Europę

W ostatnich tygodniach, zamiast zapełniać swoje magazyny europejskie, Gazprom posiłkował się zgromadzonym w nich surowcem przy realizacji europejskich kontraktów. W efekcie stan gazpromowskich magazynów jest znacznie poniżej – i tak bardzo niskiego – średniego poziomu europejskiego. Według stanu z 23 sierpnia, zapasy gazu w największych magazynach Gazpromu w Europie spadły do historycznego minimum: 12,8 proc. dostępnych objętości. Dopiero od 24 sierpnia Gazprom zaczął intensywniej wypełniać swoje podziemne magazyny w Europie. Gazprom sztucznie podsyca kryzys, aby zmiękczyć stanowisko Zachodu ws. Nord Stream 2. Produkcja gazu jest w Rosji na wysokim poziomie, jest więc surowiec, na którym można by teraz dobrze zarobić – Gazprom donosił, że od stycznia do połowy sierpnia zwiększył wydobycie gazu o blisko 1/5. Prognozy Gazpromu mówią, że w 2021 roku wydobycie gazu wyniesie do 506 mld m³, co oznaczałoby wzrost o prawie 12 proc. w porównaniu z 2020 rokiem i o 1 proc. względem roku 2019. Wielcy producenci choćby energii elektrycznej, przy deficycie gazu, z którego ją produkują, będą naciskać na rządy i instytucje regulacyjne, aby jak najszybciej Nord Stream 2 dostał wszelkie zgody i certyfikaty – wtedy gaz szybciej nim popłynie do UE. W komunikacie z 19 sierpnia koncern zapowiedział, że do końca roku zamierza przesłać Nord Stream 2 do Europy 5,6 mld m³ gazu. Uruchomienie NS2, które miałoby nastąpić w październiku, przedstawia się jako wybawienie dla rynku europejskiego, mimo że wolne moce przesyłowe w dotychczasowej infrastrukturze (Jamał, Ukraina) pozwalają na dostarczenie dodatkowych ilości surowca. Firma szacuje, że średnia cena gazu eksportowanego do Europy wyniesie w 2021 roku około 270 dolarów za 1000 m³ , to jest ponad dwa razy tyle co przed rokiem.

Przed uruchomieniem Nord Stream (2011 rok) blisko 80 proc. eksportu rosyjskiego do Europy szło przez Ukrainę. W 2019 roku już około 45 proc. W 2020 roku Ukraina zyskała na tranzycie rosyjskiego surowca około 2,1 mld dolarów. Rosjanie, zwlekając z uzupełnieniem zapasów, mszczą się też za decyzje europejskie ograniczające możliwości eksportu via Bałtyk. Orzeczenia sądowe z lipca i sierpnia potwierdzające, że Gazprom musi się trzymać unijnych zasad, więc może tylko w 50 proc. wykorzystywać moce przepustowe OPAL (lądowe przedłużenie Nord Stream) i Nord Stream 2, poważnie ograniczają ambicje Rosjan, jeśli chodzi o „bałtycki kierunek”, czyli przesył gazu bezpośrednio do Niemiec, z pominięciem Ukrainy, Białorusi i Polski. Ale Moskwa już wpadła na pomysł, jak temu zaradzić. Eksportować gaz z Nord Stream 2 chce Rosnieft. To by wypełniało warunku unijnej dyrektywy, bo jest to wszak inny podmiot niż Gazprom. Tyle że to oznaczałoby też pogrzeb monopolu Gazpromu na eksport rosyjskiego gazu rurociągami. Czy Kreml naruszy to tabu?

Do końca września Gazprom ma długoterminową rezerwację mocy tranzytowych gazociągu Jamał–Europa. Latem zrezygnował z rezerwowania przepustowości przesyłowych w gazociągu jamalskim i w ukraińskiej sieci tranzytowej zarówno na aukcjach rocznych, jak i kwartalnych. Przedstawiciele koncernu oświadczyli, że wynika to z posiadania wystarczających mocy przesyłowych do realizacji aktualnych zobowiązań kontraktowych, a także podkreślili możliwość elastycznego rezerwowania dodatkowych przepustowości na aukcjach krótkoterminowych. Rosjanie grają na czas, bo ten gra na ich korzyść. Przynajmniej jeśli mowa o Europie. Bo warto zauważyć, że na innych kierunkach eksportu spadków nie ma. Wręcz przeciwnie. Do Turcji w pierwszych pięciu miesiącach 2021 roku poszło 12 mld m³ gazu, czyli niemal trzy razy więcej niż rok wcześniej. Oczywiście można powiedzieć, że 2020 rok to okres kryzysu pandemicznego. Więc porównajmy do 2019 roku. Dwa razy więcej… Rośnie też eksport Gazpromu do Chin: w pierwszej połowie 2021 roku wyniósł 4,7 mld m³ (rok wcześniej było to 3 mld m³).

     

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze