Takie „E” coś tam

Wyobraźmy sobie u nas huczne wesele, z udziałem wina, bo lemingi przedkładają wino nad gorzałkę, upijając się nim tak samo na umór jak wódką. Tylko bardziej wytwornie. Ale, jak wiadomo, na winach i sposobie ich spożywania narody Słowian północnych się nie znają. A tym bardziej na ich gatunkach. Wino to wino, no nie? Więc państwo młodzi kupują parę kilo tego norweskiego wina w proszku, sypią do wanny i zalewają wodą. Jak się rozpuści, jest gotowe do wypicia. Wystarczy zaczerpnąć kieliszkiem albo szklanką. Po co chodzić do sklepu, sylabizować obcojęzyczne nazwy, o których się nie ma pojęcia, potem dźwigać butelki do domu, odkorkowywać. Jeszcze się jakaś stłucze. Zakąski też mogą być w proszku
[pozostało do przeczytania 29% tekstu]
Dostęp do artykułów: