Dziecko, któremu odebrano szansę

„Jakaś infekcja”

Gdy 28 kwietnia 2005 r. Monika Wygoda przyszła na świat, została uznana przez lekarzy położników za dziecko całkowicie zdrowe. Niestety, już trzy dni później pediatra zauważył u niej poważne zaburzenia pracy serca. Ze szpitala położniczego trafiła do kliniki uniwersyteckiej, gdzie – po długich naleganiach – zgodził się ją przebadać profesor R. kierujący pracami kardiologów dziecięcych. Lekarz co prawda stwierdził wadę serca, ale nie zdecydował się na leczenie. – Później okazało się, że wada była bardzo łatwa do zdiagnozowania. Nasza córeczka miała mniejszą lewą komorę serca. Dzisiaj wiemy, że gdyby natychmiast podano jej preparat o nazwie Prostin, wszystko byłoby w porządku – mówią rodzice Moniki. Co ciekawe, podobną wadę stwierdzono u dziecka zajmującego się ich sprawą mecenasa Krzysztofa Waysa. Z tą różnicą, że niedorozwój lewej komory lekarze zdiagnozowali w okresie prenatalnym, gdy na wyeliminowanie choroby nie było zbyt późno. Córka prawnika w tym roku poszła do pierwszej klasy...

Rodzice Moniki uparli się, by dziecko leczyć. Sami przyznają, że musieli niemal stawać na głowie i używać znajomości, by dziewczynkę przyjęto wreszcie na oddział kardiochirurgiczny. Gdy mała Monika straciła przytomność i znalazła się w stanie głębokiej zapaści, trafiła na intensywną terapię. Szef kliniki wciąż jednak bagatelizował sprawę, twierdząc, że winna jest „jakaś infekcja”. Jak bardzo się mylił, ujawniły badania przeprowadzone przez innego lekarza. Stwierdził on skomplikowaną i groźną dla życia wadę serca. Konieczna była interwencja chirurgiczna, do której namawiali opiekujący się Moniką anestezjolodzy. Zdecydował się na nią wybitny specjalista, kardiochirurg prof. Edward Malec. – To był ostatni dzwonek. W dodatku profesor przyznał, że wcześniej nie był informowany przez kardiologa o stanie naszej córki. Na szczęście operacja przeprowadzona tzw. metodą Norwooda uratowała jej życie – mówią rodzice.

...
[pozostało do przeczytania 72% tekstu]
Dostęp do artykułów: