Wymierające słowa: przyzwoitość

Być może upadek przyzwoitości w  życiu publicznym jest najcięższym spadkiem po  komunie czerpiącej inspirację ze  zgoła innego ducha. Tam także obowiązywała przyzwoitość –  tylko jaka? Oczywiście klasowa, grupowa, partyjna. Nieetyczne byłoby oplucie towarzysza (przynajmniej tak długo, jak pozostaje towarzyszem), ale wroga –  jak najbardziej! Wobec przeciwnika wszelkie metody były dozwolone, a  widzenie w  nim człowieka, dopatrywanie się jakichś cząstkowych nawet racji –  karygodne i  szkodliwe.

Co  trzeba zrobić, żeby doprowadzić się do  takiego stanu –  nie wiem. Codziennie słowami ballady Przemka Gintrowskiego modlę się do  Boga, aby zachował mnie od  nienawiści i  pogardy, ale coraz trudniej to  przychodzi w  zderzeniu z  morzem zła. Morzem, które wydawało się pokonane. Można nie zgadzać się z  kimś politycznie, polemizować –  to  oczywiste, ale cieszyć się, gdy ten traci pracę? Być może moje zdziwienie zakrawa na  głupotę –  słyszałem o  środowiskach, w  których po  katastrofie smoleńskiej strzelały korki od  szampana…

Jednak się dziwię. Nieustannie. Dziwię się, kiedy moja koleżanka z  dawnej Trójki Magdalena Bayer wśród powodów wystąpienia z  SDP podaje nasze upomnienie się o  Cezarego Gmyza i  jego kolegów wypędzonych z  pracy.

Przecież to  nasz obowiązek, tak samo upomnielibyśmy się o  Ciebie. Czy uważasz, że  właściwsze byłoby zebranie potępiające, odcinające się?... Tyle że  to  byłby już nie powrót do  soft komuny Gierka, ale do  czystego stalinizmu.

Oczywiście zaraz pojawia się kontrargument –  przecież wy  też nie jesteście bezstronni, przypinacie nieakceptowanym kolegom po  fachu łatkę Hien Roku. Prawda. Ale nie ma  żadnej równorzędności między wytknięciem komuś nierzetelności zawodowej a  pozbawieniu człowieka pracy, i  przy okazji prawa do  obrony. Żadnej z  nominowanych czy tylko potencjalnych Hien krzywda nie grozi, może jedynie drobny dyskomfort (choć na  pewno nie we  własnym środowisku), pracy nie...
[pozostało do przeczytania 31% tekstu]
Dostęp do artykułów: