BHO, DT, FDR – i Gogol

Amerykańskie źdźbło, nasza belka

Z wiktorii BHO ucieszono się też szczerze w wielu amerykańskich domach. Ich sprawa, ich kraj, ich cyrk, ich małpy. Nie napiszę w tym miejscu „każda potwora znajdzie amatora”, bo byłoby to politycznie niepoprawne, a przecież, jak Szanowni Czytelnicy wiedzą, kocham polityczną poprawność, sorry, BHO, political correctness. Nie będę narzekał na Jankesów, że wybrali faceta, który załatwił im gospodarczą stagnacją, a obiecywał cuda wianki. Nie będę, bo nie chcę tylko widzieć źdźbła (no, trochę przesadziłem) w amerykańskim oku, a nie dostrzegać belki w oku naszym, własnym, słowiańskim, polskim. Panie Marku, tu nie chodzi o pana. Tu chodzi o pana Donka. On też, jak BHO, tylko za każdym razem o rok wcześniej, obiecuje gruszki na wierzbie, lud go wybiera, a potem tu się zgina dziób biało-czarnego, tak kompromisowo, pingwina, na zielonej (kolor neutralny) wyspie recesja, stagnacja, kryzys, bezrobocie, emigracja i inne plagi egipskie. No, bo przecież nie plagi izraelskie, takiego pojęcia w języku polskim nie było, niema i nie będzie, bądźcie spokojni.

BHO, DT, różnice

Jest wszak kilka różnic między BHO a DT (nie mylić z detoksykacją, chociaż...). Drobne różnice. BHO np. ma poczucie humoru, choć na takiego nie wygląda. DT ani humoru, ani honoru. BHO myśli: „polskie obozy koncentracyjne” i mówi „polish death camps”. A DT nie mówi. BHO nie myśli o trzeciej kadencji, bo nie jest Franklinem Delano Rooseveltem (w skrócie FDR). DT też nie jest FDR (oj nie, choć różne Great Deale robi), ale o trzeciej myśli, a jakże. I jeszcze jedna różnica: kontrkandydatem BHO był finansowy krezus, który odziedziczył spory majątek, a potem dorobił się ogromnego. A głównym oponentem DT jest człowiek znany z niebywałej skromności, który na polityce się nie dorobił wcale, choć przecież jakby chciał, to by mógł. Dlatego też DT, tak jak BHO, choć z innych powodów, nie będzie miał trzeciej kadencji. Ciesz...
[pozostało do przeczytania 35% tekstu]
Dostęp do artykułów: