BHO, DT, FDR – i Gogol

Amerykańskie źdźbło, nasza belka

Z wiktorii BHO ucieszono się też szczerze w wielu amerykańskich domach. Ich sprawa, ich kraj, ich cyrk, ich małpy. Nie napiszę w tym miejscu „każda potwora znajdzie amatora”, bo byłoby to politycznie niepoprawne, a przecież, jak Szanowni Czytelnicy wiedzą, kocham polityczną poprawność, sorry, BHO, political correctness. Nie będę narzekał na Jankesów, że wybrali faceta, który załatwił im gospodarczą stagnacją, a obiecywał cuda wianki. Nie będę, bo nie chcę tylko widzieć źdźbła (no, trochę przesadziłem) w amerykańskim oku, a nie dostrzegać belki w oku naszym, własnym, słowiańskim, polskim. Panie Marku, tu nie chodzi o pana. Tu
[pozostało do przeczytania 70% tekstu]
Dostęp do artykułów: