BHO, DT, FDR – i Gogol

Dodano: 13/11/2012 - Nr 46 z 14 listopada 2012

Amerykańskie źdźbło, nasza belka Z wiktorii BHO ucieszono się też szczerze w wielu amerykańskich domach. Ich sprawa, ich kraj, ich cyrk, ich małpy. Nie napiszę w tym miejscu „każda potwora znajdzie amatora”, bo byłoby to politycznie niepoprawne, a przecież, jak Szanowni Czytelnicy wiedzą, kocham polityczną poprawność, sorry, BHO, political correctness. Nie będę narzekał na Jankesów, że wybrali faceta, który załatwił im gospodarczą stagnacją, a obiecywał cuda wianki. Nie będę, bo nie chcę tylko widzieć źdźbła (no, trochę przesadziłem) w amerykańskim oku, a nie dostrzegać belki w oku naszym, własnym, słowiańskim, polskim. Panie Marku, tu nie chodzi o pana. Tu chodzi o pana Donka. On też, jak BHO, tylko za każdym razem o rok wcześniej, obiecuje gruszki na wierzbie, lud go wybiera, a potem tu się zgina dziób biało-czarnego, tak kompromisowo, pingwina, na zielonej (kolor neutralny) wyspie recesja, stagnacja, kryzys, bezrobocie, emigracja i inne plagi egipskie. No, bo
     
31%
pozostało do przeczytania: 69%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze