MSZ od środka

Dodano: 24/10/2012 - Nr 43 z 24 października 2012

Kto wchodził jako pracownik po 1989 r. do post-PRL-owskich instytucji, musiał się spotkać z tym zjawiskiem. Obojętnie, czy chodzi o TVP, sądy czy urzędy. Wszędzie tam napotykał dominujące grupy, które Jerzy Targalski określił celnie, choć może nie doceniając ich siły, jako „złogi gomułkowsko-gierkowskie”. Teraz, po 23 latach od okrągłego stołu, przedstawiciele pokolenia gomułkowskiego z przyczyn biologicznych należą już raczej do rzadkości, natomiast dominują nadal generacje gierkowskie, jaruzelskie i niestety także wychowani przez nich już w III RP następcy. Przyjrzyjmy się temu zjawisku na przykładzie instytucji bardzo specyficznej – Ministerstwa Spraw Zagranicznych.Arystokracja PRL Każdy resort miał swoją szczególną historię i zadania, które składały się na jego odmienność. W MSZ późnego PRL dominowała grupa zawodowych dyplomatów, którzy ze względu na przywilej wyjątkowych możliwości awansu materialnego byli obiektem zazdrości ze strony właściwie wszystkich
     
13%
pozostało do przeczytania: 87%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze