USA – Ryan pobił Bidena

Pan Gafa

W lutym 2009 r. na spotkaniu z Demokratami z Kongresu powiedział: „Jeśli zrobimy wszystko jak należy, jeśli zrobimy to z absolutną pewnością, to wciąż istnieje 30 proc. szans, że się pomylimy”. Gdy miesiąc później media straszyły Amerykanów świńską grypą, wiceprezydent wzmógł ich lęki jeszcze bardziej: „W tej sytuacji nie przebywałbym w żadnych miejscach publicznych. Kiedy ktoś kicha, to się roznosi po całym samolocie”. Wypowiedź Bidena trafiła do jingli radiowych, siejąc przerażenie przez kilka następnych dni. Rok później, w czasie uroczystego podpisania ustawy o reformie systemu służby zdrowia, wiceprezydent składając gratulacje swojemu szefowi wypalił: „Barack, to jest wielka pier… sprawa! ” Kilkanaście dni przed debatą oniemiałym ze zdziwienia wyborcom ze środowiska Afroamerykanów Biden powiedział, by nie wybierali Romneya i Ryana, „bo mogą ich znowu zakuć w kajdany”.

Jednak od poniedziałku lewicowi publicyści i dziennikarze jakby zapomnieli o wszystkich bidenizmach. Wiceprezydent określany był jako „doświadczony dyskutant”, „głęboki myśliciel”, „zręczny strateg” i „mędrzec”, który pouczy młodego i niedoświadczonego Paula Ryana, czym jest wiceprezydentura. W przeddzień debaty popularna dziennikarka telewizji MSNBC, Rachel Maddow, poświęciła połowę swojego godzinnego show na przekonywanie widzów, by nie traktowali Ryana i Romneya poważnie, bo rzekomo zmieniają nieustannie opinie niemal na każdy temat. Jako przykład podała problem aborcji, zarzucając Republikanom, iż chcą wprowadzić jej zakaz i odebrać subwencje organizacjom, które ją propagują. Być może Republikanie mają taki zamiar, ale nie znalazł się on w ich programie wyborczym.

Jak „facet w barze”

Dziennikarz CNN, Wolf Blitzer, sformułował trzy cele, jakie wiceprezydent mógł osiągnąć: rozpalić osowiałą „bazę” Demokratów; przygotować grunt pod drugą debatę Obamy i podciągnąć sondaże prezydenta w stanie Ohio. Debata była...
[pozostało do przeczytania 63% tekstu]
Dostęp do artykułów: