USA po wyborach - Powrót zimnego prysznica

Sandy – demaskator

Brak mediów, które bezwzględnie opisywałyby działania lokalnych i federalnych polityków, wskazując na ich oczywiste zaniedbania, a często bezmyślność (np. przepisy uzależniające ścięcie spróchniałego drzewa zagrażającego bezpieczeństwu gospodarstwa domowego od widzimisię biurokraty), dawał się we znaki w dniach poprzedzających nadejście huraganu Sandy. Wyborcy, zamiast na ekranach telewizyjnych i pierwszych stronach dzienników zobaczyć twarze i nazwiska nieodpowiedzialnych lokalnych senatorów, członków rad miejskich czy kongresmenów, nieprzerwanie oglądali Sandy na mapach satelitarnych. Stracona została bezpowrotnie szansa, by uczciwie przedstawić zasługi owych polityków. W przeważającej większości media, służebne wobec rządu, prowadziły musztrę obywateli, testując ich posłuszeństwo wobec nielogicznych nakazów biurokracji rządowej. Przykład? Baltimore nie został w żadnym stopniu dotknięty zniszczeniami wskutek porywistych wiatrów i ulewy. Jednak w nocy, gdy pioruny uderzały w transformatory Nowego Jorku oddalonego o kilka godzin jazdy, lokalny urzędnik, skwapliwie korzystając z dostępu do kamery, zakazał mieszkańcom wychodzenia na ulice – mimo że jedynym problemem miasta były spore kałuże.

Spadek z krawędzi fiskalnego zadłużenia

Kongres nie rozwiąże z tego powodu jednego z najpoważniejszych problemów: zadłużenia rządowego. A w ostatnich dniach grudnia, według najnowszego raportu Congressional Budget Office, przekroczy ono ustalony próg 16,4 bln dol.

Ekonomiści obawiają się skutku planowanego wzrostu podatków. Dziennikarze „The Hill” usłyszeli od kilkudziesięciu ekonomistów, że wówczas gospodarka spowolni o co najmniej 40 proc. Najwięksi pesymiści, (Nouriel Roubini, Peter Schiff) ostrzegają przed „ujemnym wzrostem gospodarczym” na poziomie minus 1,5–2 proc. Inni, jak Barry Eichengreen, są zdania, że gospodarka amerykańska rozwijająca się w tempie 2 proc. spowolni do 1...
[pozostało do przeczytania 69% tekstu]
Dostęp do artykułów: