Tusk jak Bierut

Podpity gen. Andrzej Błasik naciskał na pilotów, którzy wbrew sugestiom kontrolerów rosyjskich uparli się lądować – to główna teza rosyjskiego raportu.

Dodajmy, że według pani Anodiny gen. Błasik robił to na rozkaz prezydenta Lecha Kaczyńskiego.

Zaskoczył Pana raport końcowy MAK?

Nie. Powtórzę to, co już powiedziałem po jego publikacji: jeżeli da się bandycie do ręki pistolet, to strzeli. Raport pani Anodiny jest próbą medialnego zabójstwa polskiej nadziei na prawdę, na sprawiedliwość, na uczciwe zbadanie tej straszliwej tragedii. Ale jest też czymś gorszym – jest próbą zhańbienia polskiego honoru na arenie międzynarodowej.

Mocne słowa.

Niestety prawdziwe. Nasze doświadczenie z Rosją jest wystarczające, byśmy mieli świadomość, że jeśli wszystkie dowody przekaże się w ręce rosyjskie, to efekt będzie taki, jaki widzimy. Gdyby Rosja nie miała nic do ukrycia – cytuję słowa Andrieja Iłarionowa, byłego doradcy pana Putina – to śledztwo byłoby otwarte, poprosiliby o udział w nim od samego początku międzynarodowych ekspertów, ponieważ chcieliby oddalić od siebie wszelkie podejrzenia. Tymczasem zrobili odwrotnie – zawłaszczyli postępowanie, a następnie zaczęli niszczyć i fałszować dowody. Niestety rząd premiera Tuska robił wszystko, by to mataczenie Rosjanom ułatwić. Bez tego wsparcia operacja „kłamstwo smoleńskie” nie byłaby możliwa.

Raport MAK nie przybliża nas w żadnej mierze do prawdy?

Trudno, by kłamstwo przybliżało do prawdy. Raport pani Anodiny jest kłamstwem.

Powiedział Pan niedawno: „Jednak trzeba podjąć dyskusję: czy to nie był zamach? Czy to nie było morderstwo? Czy to nie była przygotowana akcja?”.

Wiele wskazuje na to, że strona rosyjska wiedziała, co robi. Taki obraz wyłania się zwłaszcza teraz, po ujawnieniu bardzo długo skrywanych przed opinią publiczną dowodów...
[pozostało do przeczytania 85% tekstu]
Dostęp do artykułów: