Austriackie gadanie i austriackie poczucie humoru, czyli ślub Mahlera

Felieton [Widziane z Brukseli]

Pojęcie „austriackie gadanie” weszło do języka polskiego jeszcze w czasach zaboru – właśnie austriackiego. Generalnie oznaczało ono mówienie rzeczy bezwartościowych i było pojęciem pejoratywnym. Bądź co bądź, Austriacy, którzy zajęli m.in. polski Kraków i polski Lwów, byli okupantami, choć w powszechnym, ponadzaborowym odbiorze traktowano ich nieco inaczej niż tych najgorszych wrogów Rosjan i Prusaków – Niemców. Polacy potrafili bowiem nie tylko wywalczyć sporą autonomię na terenie Cesarstwa, ale też spore wpływy w centralnych strukturach państwa. Nie były to może wpływy tak silne jak naszych bratanków – Madziarów, którzy przecież potrafili doprowadzić do sytuacji, w której państwo austriackie, państwo Habsburgów, stało się oficjalnie monarchią z dwoma narodami w nazwie, czyli Austro-Węgrami. W polskiej pamięci zbiorowej, a przynajmniej w pamięci polskich – z treści, a nie tylko z nazwy – elit jest obecny fakt jakże niechlubnej roli administracji austriackiej w
35%
pozostało do przeczytania: 65%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Interesuje Cię pakiet wielu subskrypcji? Napisz do nas redakcja@gazetapolska.pl

W tym numerze