Wybory u Jankesów

A więc słów parę o amerykańskich wyborach. Mitt Romney nie jest z mojej bajki. Ani mnie ziębi, ani grzeje. Nie chodzi wcale o to, że jest mormonem, bo znam aktywnego szefa jednego z klubów „Gazety Polskiej”, który też jest tego wyznania. Mogę wymienić wielu współczesnych amerykańskich polityków, którzy podobają mi się bardziej niż były gubernator, jak choćby jego przyszły (miejmy nadzieję) wiceprezydent Paul Ryan, znacznie przecież efektowniejszy i twardszy niż Romney. Ale też Rick Santorum, prawicowy ojciec gromadki dzieci, który przepadł w prawyborach, Sarah Palin, błyskotliwa i znienawidzona przez salony, czy choćby sędziwy republikański lis, wielki wyga Newt Gingrich. Ale nawet ten
[pozostało do przeczytania 65% tekstu]
Dostęp do artykułów: