Idole na szlaku

Aby opisać atmosferę podczas tego wydarzenia, posłużę się komentarzem zamieszczonym przez Bronisława Wildsteina w tygodniku „Uważam Rze” (nr 37/2012 r.), który od razu w tytule artykułu wskazuje na ważną jej przyczynę. Opisuje ją jako „radykalną kontestację obecnego status quo. Na Sali Stoczniowej w Gdyni niechęć do obecnych władz i całego projektu III RP sięgała zenitu”.

Analizując przyczyny takiego stanu rzeczy, autor uznaje „za normalne, że uczestnicy wielkiego zbiorowego przeżycia, jakim była Solidarność, spotykając się po latach, muszą odczuwać rozczarowanie i rozgoryczenie”. Z drugiej strony, sam będąc wypychany na margines życia publicznego przez ten mechanizm, który w analogii do systemu poprawności politycznej w warunkach polskich można nazwać „poprawnością postkomunistyczną”,  zapytuje: „Dlaczego najważniejsze miejsca w wolnej Polsce zdominowane zostały przez dawnych, pozbawionych kręgosłupa, biernych i miernych karierowiczów PRL, o których kompetencjach intelektualnych i moralnych lepiej nie mówić?”.

Na to pytanie nurtujące miliony Polaków Wildstein odpowiada zadziwiającym na pozór skrótem: „Eksponowanie roli Wałęsy ma pomniejszyć znaczenie wielkiego narodowego ruchu, dzięki któremu mógł on zaistnieć”.

Uważam, że jest to niezwykle trafna diagnoza wielkiego programu realizowanego przez przeciwników dojścia Polski do normalności, i szkoda, że jej opis nie został rozwinięty szerzej. Ja również w tym miejscu nie zdołam tego zrobić, lecz tylko jako komentarz odnotuję fakt, jak wielką osobistą ofiarę na ołtarzu tego kłamstwa składają wrogowie przetrwania milionowego fenomenu Solidarności we współczesnej świadomości Polaków.

Otóż propagowany przez nich mit Wałęsy, który sam, w pojedynkę, wspierany tylko przez „Danuśkę”, obalił komunizm, pozbawia realnych zasług i rzeczywistych dokonań w dziele walki o wolną Polskę nie tylko wyklinanych „nieudaczników i oszołomów”, ale również ich samych. Jeżeli Związek Sowiecki...
[pozostało do przeczytania 46% tekstu]
Dostęp do artykułów: