Walka Jana Pawła II ze „wstrząsającą zbrodnią” pedofilii. Wbrew kłamstwom mediów to on pierwszy zmierzył się z tym zjawiskiem

PAP
PAP
Jan Paweł II był pierwszym papieżem, który zmierzył się ze zjawiskiem pedofilii w Kościele, i pierwszym, który zaostrzył prawodawstwo kościelne w tej kwestii. Machina propagandowa wymierzona w papieża, pełna hejtu i haseł nierzadko rodem z kloaki, nie liczy się z faktami, kłamliwie uznając Jana Pawła II za obrońcę pedofilów.   
 
Środowiska lewicowe, liberalne, proaborcyjne i antykatolickie domagają się „dekanonizacji” Jana Pawła II, „odjaniepawlenia” Kościoła, za to, że – ich zdaniem – papież tuszował pedofilię. W mediach społecznościowych i w prasie mainstreamowej odbywa się sąd nad papieżem. Wyrok za każdym razem jest ten sam: winien! „Wina Jana Pawła II w tuszowaniu pedofilii jest bezsporna” – orzeka po ukazaniu się raportu w sprawie byłego kardynała Theodore`a McCarricka eksjezuita, który w emitowanym dzień wcześniej reportażu „Don Stanislao” udzielał wywiadu na tle tęczowej flagi. Tylko że z raportu wcale nie wynika, iż papież bagatelizował pedofilię, lecz że jako osoba – być może nadmiernie – ufająca ludziom, został oszukany przez perfidnego, cynicznego gracza, jakim był amerykański biskup.      
Oskarżony nie może się bronić, bo nie żyje, a ten, który mógłby go wziąć w obronę niejako ex officio, czyli sekretarz papieski kard. Stanisław Dziwisz, sam musi odpierać oskarżenia o tuszowanie pedofilii i blokowanie papieżowi dostępu do informacji o wykorzystywaniu seksualnym dzieci przez duchownych. 
Nagonka na papieża odbywa się przy dość biernej postawie katolików, którzy jakby nie zdawali sobie sprawy, że utrwalenie w świadomości społecznej, zwłaszcza wśród młodych, stereotypu papieża biernego wobec haniebnego zjawiska pedofilii może w znacznym stopniu zaważyć na dalszej recepcji nauczania Jana Pawła II w Polsce.
Owszem, ukazało się sporo wartościowych publikacji, ale jest ich stanowczo za mało. Potrzebne są choćby po to, żeby dać odpór stronie przeciwnej. Jeżeli nawet nie dostarczą argumentów, żeby przekonać adwersarzy – bo to w zacietrzewieniu krytyków papieża jest niemożliwe – to przynajmniej pomogą katolikom oprzeć się wrogiej propagandzie. 
Jest rzeczą nie do pomyślenia, żeby Jan Paweł II, człowiek o niezwykłej wrażliwości na ludzką krzywdę, człowiek, który z taką miłością odnosił się do dzieci i walczył ze wszelkimi formami niesprawiedliwości wobec nich, mógł pobłażać największej zbrodni dokonywanej na najmłodszych.  
 
„Byłoby lepiej kamień młyński zawiesić u szyi”
Toteż kiedy ze Stanów Zjednoczonych zaczęły dochodzić kolejne sygnały o wykorzystywaniu seksualnym dzieci przez duchownych, powstał komitet ekspertów Stolicy Apostolskiej i Konferencji Biskupów USA do zbadania tej sprawy. Podczas serii audiencji dla biskupów amerykańskich wiosną 1993 roku papież poruszył ten bolesny problem. Natomiast 11 czerwca tamtego roku napisał list do biskupów amerykańskich, w którym z wielkim bólem odniósł się do tego zjawiska, domagając się ukarania winnych i okazania empatii ofiarom.    
Przez nasze, katolików, zaniedbanie nie znaliśmy tego dokumentu świadczącego o zdecydowanej reakcji papieża na gorszące zjawisko w Kościele. List nie został opublikowany w polskiej wersji „L`Osservatore Romano” zapewne dlatego, że w Polsce o zjawisku pedofili wśród duchownych jeszcze się nie mówiło. Potem, gdy zaczęło być o niej głośno, nikt nie przypomniał bezkompromisowych słów papieża. Dopiero w ubiegłym roku Jolanta Sosnowska, publicystka zasłużona dla popularyzacji życia i nauczania Jana Pawła II, zamieściła ów list na łamach miesięcznika „Wpis” (nr 5, 2019). Papież podkreślał, jak bardzo grzechy duchownych „wstrząsnęły wrażliwością” wielu ludzi. 
W tekście kilkakrotnie użył ewangelicznego słowo „biada” w odniesieniu do przypadków zgorszenia najmłodszych. Papież zacytował najbardziej dosadne, porażające wręcz słowa Jezusa Chrystusa, jakie padły z jego ust wobec gorszycieli: „Kto by się stał powodem grzechu dla jednego z tych małych, którzy wierzą we Mnie, temu byłoby lepiej kamień młyński zawiesić u szyi i utopić go w głębi morza” (Mt 18, 6).
Jan Paweł II stwierdził, że „grzech zgorszenia popełniony wobec niewinnych” dokonany przez „niektóre sługi ołtarza”, musi „naprawdę boleć serce Jezusa”. 
W grudniu 1994 roku Jan Paweł II otrzymał tytuł „Człowieka Roku” przyznany przez amerykański tygodnik „Time”. Działo się to w czasie, kiedy w USA huczało od coraz nowszych przypadków wykorzystywania seksualnego dzieci przez duchownych. W uzasadnieniu decyzji redakcja napisała: „W roku, w którym tak wielu ludzi oglądało upadek wartości moralnych albo próbowało usprawiedliwić złe postępowanie, Papież Jan Paweł II z całą mocą głosił wizję prawego życia i wzywał świat do jej przyjęcia. Za tę jego niezłomność czy też bezwzględność – jak powiedzieliby jego krytycy – został ogłoszony Człowiekiem Roku”.
 
„Prośmy Boga o przebaczenie” 
Papież nie ukrywał bolesnego problemu pedofilii, jednak bardzo uważał, aby nie uczynić z niego sensacji medialnej, gdyż, jego zdaniem, stawianie zła w centrum przekazu może być zagrożeniem dla moralności. Może trudno w to uwierzyć, ale zjawisko to ze zrozumiałych względów zawoalowane, lecz czytelne dla dorosłych, zostało wymienione w papieskim Liście do dzieci z 13 grudnia 1994 roku. Papież wyraził w nim ubolewanie ze względu na „rozmaite formy gwałtu i przemocy ze strony dorosłych”. „Czy można przejść obojętnie wobec cierpienia tylu dzieci, zwłaszcza gdy jest to cierpienie w jakiś sposób zawinione przez dorosłych?” – pytał Jan Paweł II. 
Kiedy latem 1993 roku papież przyjechał do Denver w USA na Światowe Dni Młodzieży, obiecał, że Kościół katolicki podejmie się poważnego rozwiązania problemu wykorzystywania seksualnego duchownych. I słowa dotrzymał. Najpierw Jan Paweł II wydał dwa dokumenty mające chronić dzieci i młodzież przed wykorzystaniem seksualnym: w 1994 roku dla Kościoła w Stanach Zjednoczonych, a w 1996 roku dla Irlandii. Spotykając się 26 czerwca 1999 roku z biskupami irlandzkimi, mówił o „diabelskiej naturze” czynów pedofilskich. 
Zdruzgotany skalą przestępstw w USA i opieszałością, z jaką biskupi amerykańscy podchodzili do ich ujawniania, wezwał na 23 kwietnia 2002 roku tamtejszy Episkopat USA do Watykanu, gdzie określił pedofilię jako „przerażający grzech” i zaapelował o skuteczną ochronę nieletnich.  Zażądał oczyszczenia Kościoła z tej „wstrząsającej zbrodni”. Stwierdził, że dla duchownych wykorzystujących seksualnie małoletnich nie ma miejsca w stanie kapłańskim i zakonnym. Nie nałożył jednak sankcji na biskupów, którzy ukrywali takie przypadki. Charakterystyczne, że tytuł papieskiego przemówienia do biskupów brzmiał: „Prośmy o przebaczenie, uzdrowienie i łaskę”.     
 
Winni zostaną wykluczeni 
Najważniejszym krokiem papieża była zmiana prawodawstwa w tej kwestii w skali całego Kościoła. Jeszcze do 2001 roku obowiązywała instrukcja Świętego Oficjum (dzisiejsza nazwa to Kongregacja Nauki Wiary) z 1922 roku „Crimen sollicitationis”, uzupełniona czterdzieści lat później i wydana z klauzulą poufności. Zobowiązywała ona osoby zaangażowane w proces kanoniczny do zachowania go w tajemnicy, której naruszenie pociągało za sobą automatyczne zaciągnięcie ekskomuniki (nie spadała ona jednak na ofiarę ani na zeznających świadków). Chciano w ten sposób chronić dobre imię zarówno samych ofiar, jak i oskarżonych, którzy nie zawsze okazywali się winnymi zarzucanych im czynów. Chodziło o to, by strony i świadkowie mogli składać swoje zeznania bez obaw, że szczegóły delikatnej natury wyciekną na zewnątrz. Instrukcja nie zakazywała ofiarom donoszenia o przestępstwie władzom cywilnym, w praktyce jednak tak ją interpretowano.
Przestarzałą instrukcję Jan Paweł II zastąpił w 2001 roku listem apostolskim „Sacramentorum sanctitatis tutela” (O ochronie świętości sakramentów) potwierdzając, że wykorzystywanie seksualne małoletnich należy do katalogu najcięższych przestępstw znanych prawu kościelnemu. Papież przychylił się do wniosku kard. Josepha Ratzingera, aby rozpatrywanie spraw o pedofilię, łącznie z nakładaniem sankcji karnych, znalazło się w gestii Kongregacji Nauki Wiary. Była to decyzja przełomowa, bo kongregacja, pod wodzą kard. Ratzingera, bardzo energicznie zajęła się badaniem przypadków pedofilii wśród księży.  
Jeszcze w tym samym roku Kongregacja wydała normy wykonawcze („De delictis gravioribus”) do listu Jana Pawła II. Pod karą ekskomuniki zobowiązywała każdego biskupa do informowania Kongregacji Nauki Wiary o każdym przypadku pedofilii w diecezji. Ponadto wydłużała okres przedawnienia z 10 do 20 lat, a w wyjątkowo ciężkich przypadkach w ogóle znosiła przedawnienie. Ale klauzulę milczenia instrukcja zachowywała.
Rok później Stolica Apostolska zatwierdziła wypracowane przez biskupów Stanów Zjednoczonych konieczne normy postępowania diecezji w sprawie zarzutów seksualnego wykorzystywania małoletnich przez księży. Mówiły one wyraźnie, że jeśli potwierdzi się choćby „pojedynczy akt seksualnego wykorzystania przez księdza lub diakona”, osoba ta „zostanie na stałe zwolniona z posługi kościelnej, nie wyłączając wykluczenia ze stanu duchownego”. 
Diecezje – i to był milowy krok w zwalczaniu przypadków pedofilii w Kościele – zostały zobowiązane do stosowania się „do wszystkich przepisów prawa cywilnego w sprawie informowania władz cywilnych o zarzutach” i pełnej współpracy z nimi podczas dochodzenia. Normy te, w formie tzw. wytycznych, były stopniowo wdrażane przez krajowe konferencje biskupie.  Z czasem prawo to było udoskonalane przez następców Jana Pawła II – Benedykta XVI i Franciszka. 
Dowodem na niewinność papieża wobec stawianych mu zarzutów może być proces beatyfikacyjny Jana Pawła II. Podczas takiego procesu bez taryfy ulgowej badane są wszelkie zastrzeżenia, zarzuty i wątpliwości zgłaszane wobec kandydata na ołtarze. Ksiądz Sławomir Oder, postulator procesu beatyfikacyjnego Jana Pawła II, wielokrotnie oświadczał, że eksperci badający jego życie i nauczanie pod kątem świętości nie znaleźli dowodów na to, że papież świadomie zaniedbał lub ukrył skandale związane z wykorzystywaniem seksualnym dzieci przez duchownych.  
 
____
Autor jest zastępcą dyrektora Muzeum Jana Pawła II i Prymasa Wyszyńskiego w Warszawie.
W tekście wykorzystano źródła z serwisu informacyjnego KAI z 14 maja 2019 roku i z artykułu Jolanty Sosnowskiej pt. „Lepiej byłoby wam uwiązać u szyi kamień młyński” (nr miesięcznika „Wpis”).

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Interesuje Cię pakiet wielu subskrypcji? Napisz do nas redakcja@www.gazetapolska.pl

W tym numerze