Telewizyjni komisarze polityczni

Felieton [Myśli nienowe]

To, co wykonały niektóre stacje telewizyjne w Stanach Zjednoczonych, to wyraźny znak tego, jak bardzo zmienił się nasz świat, również w sensie roli mediów liberalno-lewicowych i tego, jak bardzo przyznały one sobie prawo do kształtowani nie tylko opinii, ale też wpływania w sposób bezpośredni na wydarzenia polityczne.    Gdy trwało jeszcze liczenie głosów, a na jaw wychodziły kolejne, wymagające wyjaśnień ewidentne „przekręty” (na przykład nagłe dosypywanie głosów w Michigan „hurtem” – 130 tys. kart, z których wszystkie, co do jednej, były głosem oddanym na Bidena, czy w kilku komisjach niedopuszczenie przedstawicieli sztabu Trumpa do liczenia głosów etc.), urzędujący jeszcze prezydent wystąpił przed kamerami. Kiedy zaczął mówić o oszustwach wyborczych, wtedy kilka stacji po prostu… przerwało relację, a dziennikarze zaczęli „punktować”, co w tym wystąpieniu było, według nich, nieprawdą. I wszystko byłoby OK, każdy dziennikarz przecież ma prawo do swobodnego wyrażania
49%
pozostało do przeczytania: 51%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Interesuje Cię pakiet wielu subskrypcji? Napisz do nas redakcja@gazetapolska.pl

W tym numerze