Co tam, panie, w MSZ?

Raport z alei Szucha

Zajmijmy się tym, o czym ani widu, ani słychu w mediach. Mam w ręku niebywale ciekawy raport „Polska służba zagraniczna”, przygotowany na podstawie badań ankietowych „Godna praca w służbie zagranicznej” przez Komisję Międzyzakładową NSZZ „Solidarność” Pracowników Służby Zagranicznej. Przewodniczącym Solidarności w MSZ jest były ambasador RP na Białorusi Mariusz Maszkiewicz, który najpierw zadarł z Łukaszenką, a teraz z Tuskiem.

Lektura owego raportu jest porażająca. Resort z alei Szucha (skądinąd, ciekawe miejsce do roboty) oglądać możemy oczami jego pracowników. Ci, którzy odpowiadali na pytania badawcze zawarte w ankietach, to raczej wygi niż nowicjusze: ponad 60 proc. z nich przepracowało w tym ministerstwie ponad 10 lat. Blisko 7 na 10 to pracownicy merytoryczni. Efekt badań jest lustrem, w którym Radek Sikorski raczej nie chciałby się oglądać. Aż 54 proc. ankietowanych stwierdza, że satysfakcję z pracy w MSZ ma „rzadko”, a tylko co dziesiąty mówi jednoznacznie, że ją ma. Na pytanie: „czy jesteśmy doceniani” tylko co jedenasty (!) odpowiada „tak”, natomiast aż 60 proc. mówi szczerze, że „to zależy, czy znam kogoś...”. Jawi się więc MSZ jako środowisko, w którym układy i układziki, wzajemne powiązania, koterie środowiskowe, rodzinne, partyjne, towarzyskie (i inne...) odgrywają rolę absolutnie decydującą.

Jak ma dobrze funkcjonować resort, w którym aż 82 proc. zatrudnionych uważa, że zajmuje stanowisko „za niskie” lub „upakarzająco niskie”? Jeszcze więcej, bo 85 proc. pracowników MSZ na pytanie, czy „relacje w pracy powinny ulec poprawie”, odpowiada twardo: „zdecydowanie tak”. Aż jedna trzecia ocenia, że problemy w relacjach międzyludzkich w tym ministerstwie są spowodowane przez „plotki, intrygi”, a co piąty ankietowany – że na relacje pracownicze decydujący wpływ ma „napięta atmosfera wywołana przez szefa”. Ponad połowa twierdzi, że „nie jest szanowana godność ludzi pracujących w MSZ”....
[pozostało do przeczytania 49% tekstu]
Dostęp do artykułów: