Ostrzem bagnetów, krwią i znojem. Kampania jesienna 1920 roku i traktat ryski 1921

Historia [Po Bitwie Warszawskiej]

„Dwojąc się i trojąc w powszechnym natarciu na zuchwałego wroga, forsownymi marszami dosłownie nadeptywając mu na pięty, ledowśmy zdążali go wytracać, roznosząc na bagnetach i szablach bose i głodne kupy najeźdźców, którzy, potraciwszy głowy i dowódców, umykali w popłochu, czasami tylko zwracając się ku nam do obrony, z rozpaczą i rozjuszeniem osaczonego zwierza. Po niejakim czasie straciliśmy nawet łączność z rozbitym nieprzyjacielem. Uchodził zawsze o dzień drogi marszu przed nami, plądrując, niszcząc, paląc i rabując, co się da”. Tak opisywał Eugeniusz Małaczewski dni wiekopomnego sierpnia roku 1920, gdy Wojsko Polskie przeszło od cofania się ustawicznego do niepowstrzymanego ataku, gnając bolszewickie najeźdźcze hordy od Warszawy aż po Białystok i dalej. Tam przyszło stoczyć bitwę
9%
pozostało do przeczytania: 91%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Interesuje Cię pakiet wielu subskrypcji? Napisz do nas redakcja@www.gazetapolska.pl

W tym numerze