Utracona cześć Temidy G.

Tym razem trąd sięgnął pałacu sprawiedliwości. Obnażył funkcjonowanie nie jednego prominentnego sędziego, ale wysunął mocno uzasadnione przypuszczenie, że nie jest to niechlubny wyjątek, lecz norma.

Jak zresztą udowodnić, że wymiar sprawiedliwości nie działa na telefon, że nie ma ręcznego sterowania tym, co teoretycznie samodzielne i niezawisłe? Jeśli przyjąć, że „po owocach poznacie ich”, to owoców pełno od Gdańska do Pruszkowa!

„Król jest nagi” czy raczej winniśmy zakrzyknąć: „Temida jest goła!”. To, co o Polsce układów i znieprawienia było jedynie powszechnym mniemaniem społecznym, zostało dowiedzione.

Ale czy sprawa będzie mieć następstwa, jak choćby afera Rywina? Nie wiem. Przyzwolenie na taki stan rzeczy istniało od dawna od góry i od dołu. Po latach komuny dobrze jest wiedzieć tym z góry, co nacisnąć, a tym z dołu, gdzie nasmarować. I jedziemy.

Być może klęska projektu IV Rzeczypospolitej wynikała ze społecznego lęku, że zło znane może zastąpić nieznane dobro. Że lepiej jest dać łapówkę lekarzowi, niż umrzeć na korytarzu szpitala wolnego od korupcji, przekupić sędziego, zamiast pójść do pudła, posmarować policjantowi, niż stracić prawo jazdy, i wreszcie zagłosować na takiego polityka, który nie zagwarantuje niczego poza świętym spokojem.

Jedno straszne, biorąc przykład z Mojżesza, braliśmy pod uwagę – że po latach komunizmu musi upłynąć 40 lat i wymrzeć stare pokolenie, zanim nowe doczeka innych czasów i lepszych standardów. Tymczasem połowa czasu minęła, a my nie jesteśmy wcale bliżej Ziemi Obiecanej.
[pozostało do przeczytania -2% tekstu]
Dostęp do artykułów: