Sztuka smoleńska

Co zdecydowało o tym, że zainteresował się Pan „Bezkrólewiem”?

– Ta sztuka powinna ujrzeć światło dzienne. Denerwuję się, gdy widzę, że w obiegu jest tylko jedna wersja patrzenia na świat. Uważam, że trzeba pokazywać drugą stronę. „Bezkrólewie” jest wartościowe, a Tomczyk to taki współczesny Gombrowicz, który trafnie potrafi opisać to, co nas otacza. Nie widziałem takiej współczesnej polskiej sztuki ani autora, który potrafiłby tak celnie prześwietlić mechanizmy obecnej władzy.

Nie oszukujmy się – udział w takiej sztuce to forma artystycznego samobójstwa. Tekst miażdży władzę, pokazuje posmoleński zatrważający obraz kraju. Mimo to wchodzi Pan w ten projekt. To odważny ruch.

– Seryjnego samobójstwa dokonuje się i tak co chwilę na wolności słowa i swobodzie wypowiedzi. Mnie tylko zależy na prawdzie. Cały czas nie mam pojęcia, co tak naprawdę stało się w Smoleńsku, a ja chcę to po prostu wiedzieć. Jeśli spotkałby mnie z tego powodu jeszcze większy ostracyzm niż ten, który jest teraz, to zawsze mogę pracować w Holandii. Liczę się z tym, ale wtedy tym bardziej potwierdzałoby się, że jest tak, jak podejrzewam. Mam wielu kolegów, którzy myślą podobnie, ale mają kredyty, rodziny i twierdzą, że nie mogą publicznie wypowiadać tego, co myślą. Wolą milczeć, bo po prostu się boją. Rozumiem to, bo moje środowisko jest bardzo zależne od obecnej władzy. Nie mówię, że się nie boję. Ale skoro żyjemy w czasach, w których zagrożone jest wyrażanie poglądów, to trzeba się najpierw tym zająć, żeby młodsi mieli prawdziwą wolność słowa, a nie iluzoryczną. Mam komfort swobody. Od wielu lat świadomie nie jestem na etacie, więc nie jestem zależny od żadnego dyrektora. Mogę podejrzewać, że pewne propozycje się urywają ze względu na moje poglądy, ale trudno. Nie wyobrażam sobie, żebym nie mógł mówić tego, co myślę. Jako człowiek chcę być wolny, jako artysta – muszę być wolny.

Wojciech Tomczyk pisząc o elicie...
[pozostało do przeczytania 66% tekstu]
Dostęp do artykułów: