Zrozumieć rzeczywistość

Wizyta prezydenta Andrzeja Dudy w USA jest symbolem kilku nakładających się na siebie procesów politycznych, skutkujących zacieśnieniem więzi polsko-amerykańskich. Jej istotą jest to, że choć ma w sobie wątek wyborczy, nie jest improwizowaną ustawką, „wypraną z treści, zorganizowaną dla doraźnych celów i bez dalszych konsekwencji niż wyborcze”, jak chciałaby nasza opozycja. 

Ta wizyta jest skutkiem długotrwałej polityki Polski pod rządami prezydenta Dudy i PiS oraz rezultatem nawzajem się napędzających interesów państwowych Polski i USA, układu sił w czworokącie USA–Niemcy–Rosja–Europa Środkowa oraz interesów wyborczych Trumpa (Polonia w USA) i Dudy (sukces w polityce zagranicznej). Rozumienie tej rzeczywistości pozwala nam wzruszać ramionami na infantylne tezy opozycji.

Bezpieczeństwo militarne
Rosyjskie agresje na sąsiadów nie są wspomnieniami z historii, lecz współczesnością. Potencjał Polski jest mniejszy od rosyjskiego i by tę groźbę odeprzeć, potrzebujemy wsparcia zewnętrznego. Można je czerpać z dwóch źródeł – z USA i z potencjału narodów w podobnym do nas położeniu od Skandynawii po Kaukaz, usytuowanych dostatecznie blisko Rosji, by się jej obawiać. Jedyną siłą wojskową, przed którą Rosja czuje respekt i która wpływa w skali strategicznej na procesy decyzyjne na Kremlu, jest siła amerykańska. W interesie Polski, państw bałtyckich i Rumunii leży skuteczne wojskowe odstraszanie Rosji. Mogą je zapewnić tylko USA. Opowieści opozycji o równoważeniu opcją europejską opierania bezpieczeństwa RP na opcji amerykańskiej to bajki dla niezorientowanych. UE od 30 lat zapowiada nabycie zdolności wojskowych, ale dwa największe mocarstwa europejskie (Wielka Brytania i Francja) w 2011 roku nie mogły sobie poradzić z podzieloną wojną domową Libią, Bundeswehra jest przysłowiowym przykładem niedoinwestowania, a COVID-19, rujnując gospodarki, wykluczył co najmniej na dekadę wszelki poważny wzrost budżetów wojskowych...
[pozostało do przeczytania 75% tekstu]
Dostęp do artykułów: