Samuel zamiast Karola, czyli kosmopolici vs. patrioci

MEL jest passe

A czemuż to ja o tych ojcach chrzestnych marksizmu-leninizmu dziś bazgrzę niczym o dinozaurach? Czy sprawiła to wysoka temperatura? Też. Na szczęście powietrza, a nie organizmu. Czy może, odnosząc się do „świętej trójcy komunizmu”, jak kiedyś żartowano – za takie żarty szło się do paki, a wyroki żartem już nie były – czyli MEL (Marks-Engels-Lenin), chcę pogrzebać w życiorysie niejednego luminarza nauki, kultury i polityki III RP, dla którego Wieczorowe Uniwersytety Marksizmu-Leninizmu stały się trampoliną do błyskotliwej, kosmopolitycznej kariery? Ale nie, chwilowo nie. Przypominam Karola M. et consortes, żeby stwierdzić: już ta ferajna jest passé
[pozostało do przeczytania 74% tekstu]
Dostęp do artykułów: