Dzień Zwycięstwa?

WikipediaWikipedia
Czemu ze znakiem zapytania? Bo cóż oznaczał ów Dzień Zwycięstwa dla jednych, a co dla innych? Chyba jednym z jego najlepszych symboli jest defilada zwycięskich wojsk koalicji w Londynie, kiedy nakazano polskim pilotom wielu dywizjonów, w których służyli, stać na chodniku i stamtąd obserwować maszerujących dumnie Anglików, Amerykanów, Francuzów, Holendrów, Belgów, Nowozelandczyków czy Hindusów. Polscy żołnierze nie zostali zaproszeni do celebrowania końca wojny i zwycięstwa, gdyż znaleźli się pod butem Stalina, którego alianci nie chcieli drażnić.

Dla świata ów Dzień Zwycięstwa oznaczał koniec potwornej wojny, która pochłonęła dziesiątki milionów istnień ludzkich, zrujnowała całe kraje, doprowadziła do skraju naszą cywilizację, przekroczyła wszelkie granice. Auschwitz było miejscem, w którym Niemcy zaprzeczyli wszystkiemu, co wzniosłe w fenomenie Człowieczeństwa.

Dzień Zwycięstwa był jednocześnie początkiem dalszej wojny, która miała podzielić świat na dziesięciolecia przez zdefiniowaną później przez Churchilla „żelazną kurtynę”, był początkiem podziału świata na dwa obozy – liberalnego Zachodu i państw bloku komunistycznego.

Dla Polski był to dzień zwycięstwa pozornego. Owszem, zakończył się koszmar niemieckiej okupacji, ale kraj został po raz kolejny podzielony, ograbiony, zdefiniowany na nowo i podporządkowany Sowietom. Wolność stała się szybko jedynie mirażem. Zapełniały się więzienia i ubeckie katownie. Dlatego Żołnierze Niezłomni nadal prowadzili walkę. Bo zwycięstwo było połowiczne – uwolniliśmy się od jednego okupanta, drugi niewolił nas dalej. Zapraszamy do lektury dodatku z okazji 75. rocznicy zakończenia drugiej wojny światowej.

Tomasz Łysiak
szef działu Historia
[pozostało do przeczytania -3% tekstu]
Dostęp do artykułów: