Korzyści z zarazy

Jeśli coś się dzieje, jeśli jakieś zjawiska zachodzą, to znaczy, że Pan Bóg ich chce. To bowiem, czego Bóg nie chce, po prostu nie istnieje. Tę prawdę, jaką w prostych słowach wyraził mistrz Eckhart, którego ostatnio pasjami czytuję, należy do absolutnych fundamentów wiary i inspirowanej nią filozofii chrześcijańskiej. Wszystko, co istnieje, pochodzi od Boga, nie ma nic, czego On nie stworzył. A różne, niekiedy trudne wydarzenia są Jego drogą dla nas. 

I nie inaczej jest z zarazą, która nas obecnie dotknęła. Ona także, niezależnie od tego, jak jest dla nas trudna, została zaplanowana przez Boga i do czegoś nam wszystkim potrzebna. Na pytanie – do czego, każdy musi odpowiedzieć sobie sam, bowiem znaki – według nauczania Kościoła – są do samodzielnego czytania. Każdy musi odszyfrować ich znaczenie dla siebie i w swoim życiu. Dlatego moja odpowiedź (jedna z wielu) jest tylko propozycją, a nie stwierdzeniem, że to jedyna możliwa interpretacja. Dla mnie jednak ostatnie tygodnie są bardzo mocnym przypomnieniem, że dom, rodzina są Kościołem. I to nie tylko na papierze, nie tylko w teologii, lecz na serio. Rodzice i dzieci są w tym domu kapłanami, prorokami i królami, sprawują – każdy na swój sposób – posługę religijną. Ojciec i matka są kaznodziejami (częściej życiem niż słowem) i liturgami. Szczególnie mocno poczułem to, gdy – zgodnie z sugestią pasterzy naszego Kościoła – sprawowaliśmy w domu liturgię Wielkiego Czwartku. Stolik stał się domowym ołtarzykiem, dzieci przygotowały czytania, krótko skomentowaliśmy Słowo, a potem nadeszła pora obmycia nóg i Komunii duchowej (wcześniej udało nam się być u Komunii sakramentalnej, ale niestety nie w czasie liturgii). To było niezwykłe doświadczenie i choć tęsknota za Liturgią Wielkiego Czwartku w kościele nie minęła, to… doświadczyliśmy bycia Kościoła w tych niesamowitych okolicznościach. To zaś zostanie z nami na zawsze.
[pozostało do przeczytania -1% tekstu]
Dostęp do artykułów: