Trzymam kciuki

Czy wiedzą Państwo co to jest „efekt motyla”? Efekt motyla jest wówczas, gdy przez Chińczyka, który w grudniu zjadł niedogotowanego nietoperza, w marcu 500 osób z Polski nie może jechać pociągiem do Budapesztu. To tyle żartów. Gorzej, że rzeczywistość jest taka, iż z powodu pandemii wywołanej koronawirusem wstrzymany jest nie tylko nasz Wielki Wyjazd na Węgry, ale w zasadzie całość życia w Polsce i niemałej części Europy.

Tak jednak być musi i trudno nie pochwalić tu zdecydowanych działań rządu Mateusza Morawieckiego. Oczywiście – gdy tylko wypowiemy pochwałę, zaraz zlecą się tacy, którzy zarzucą nam propagandę i będą mówić, że jesteśmy „jak aktyw, który w marcu 1968 r. popierał Wiesława Gomułkę”. Nie odpowiadamy za skojarzenia „totalnych”, którym wszystko kojarzy się ze słusznie minionymi czasami. Dość jednak powiedzieć, że wolę wspierać dobrym słowem skutecznie działający polski rząd niż być jak „symetryści” – o, taki na przykład Łukasz Warzecha. Zawsze na przekór, zawsze pod prąd, także wbrew logice i zdrowemu rozsądkowi. W ubiegłym tygodniu, gdy po zamknięciu granic w Polsce, miliony naszych rodaków odetchnęły z ulgą, chwaląc premiera i służby, Warzecha na przekór kibicował rządowi… Wielkiej Brytanii. „Kibicuję brytyjskiemu podejściu do sprawy” – napisał na Twitterze w piątek po południu. Chodziło o to, że pomimo trudnej sytuacji i wielu nowych zachorowań na koronawirusa, nad Tamizą nie zamknięto szkół, nie odwołano imprez, etc. Miał to być zapewne dowód stoickiego spokoju i imperialnej mądrości. Finał jest taki, że w chwili, gdy piszę ten tekst, od pochwał Łukasza Warzechy dla Borysa Johnsona minęło 24 godziny, a w Wielkiej Brytanii z powodu koronawirusa zmarło już 21 osób. W ciągu doby podwoiła się liczba ofiar śmiertelnych. To ja już wolę kibicować Polsce. A na Węgry i tak pojedziemy.
[pozostało do przeczytania -1% tekstu]
Dostęp do artykułów: