Wykradacze ciał z Miasta Aniołów. DBAJĄ, BY MIESZKAŃCÓW NIE NIEPOKOIŁY NIESPOKOJNE DUCHY

Miesięcznie „zbieracz zwłok” zarabia nawet 15 tys. bahtów (ok. 1900 zł). Oprócz tego dostaje dwa dni wolnego. A gdy trzeba, także bezpłatne jedzenie i łóżko w akademiku. To wystarczy, aby młodego Taja namówić do pracy, co do której na samą myśl niejednemu robi się słabo.

Powietrze zatrute ołowiem. Co piąta osoba bezdomna. Co sześćdziesiąta zarażona wirusem HIV. Co trzydziesta kobieta zarabia na życie jako prostytutka. Trochę smutno jak na „Miasto Aniołów”. Miasto bezładu komunikacyjnego. Perspektywa przejścia przez turystę na drugą stronę ulicy mrozi krew w żyłach. Zwłaszcza że odpowiedzialność tutejszych kierowców często jest bliska zeru. Statystyki są nieubłagane. Przez 24 247 wypadków samochodowych rocznie tajscy użytkownicy dróg znaleźli się niedawno na drugim miejscu w klasyfikacji najgorszych kierowców świata. Pod tym względem gorzej ma być tylko w Libii. W całym kraju na drogach ginie 60 osób dziennie. Na 100 tys. wypadków samochodowych aż 36,2 kończy się śmiercią (dla porównania dla Wielkiej Brytanii współczynnik ten wynosi 3).

Stolica Tajlandii może szokować, a nawet przerażać. Przechadzający się po dworcach autobusowych transwestyci. Zatrważająca liczba oferowanych ulotek z usługami pań do wynajęcia. Bezbożność. Zagubienie. Czerń. Dla katolika trudne do zniesienia wyobcowanie. To jedna strona medalu. Bo Bangkok potrafi też oczarować. Choćby prędkością i kolorytem życia. Albo słynnymi pstrokatymi tuk-tukami. Cenami na miejskich bazarach. Paletą rodzajów bazylii do wyboru. Azjatyckim rozgardiaszem. Woniami. Niewiele jest na świecie miast, w których strach wynikający z wierzeń tak mocno miesza się z praktyką codziennego życia. Z charakterystycznymi zapachami kadzidełek na ulicy. Z buddyjskimi figurkami w oknach. Z hektolitrami poświęconej wody dystrybuowanej na ulicach przez tajskie wojsko. No i jeszcze z tymi panami…

Siedzą w swoim pikapie zaparkowanym pod wiaduktem. Ubrani w zgniłozielone mundury. Czasem...
[pozostało do przeczytania 62% tekstu]
Dostęp do artykułów: