Wolni, a nie „wyzwoleni”

Wacław Szacoń z kontrwywiadu WiN we wspomnieniach spisanych przez M.A. Koprowskiego opisał taką scenę: „Kiedy zmieniono mi dożywocie na dwanaście lat więzienia, przyjechał do mnie oficer śledczy, niejaki Stachyra, którego znałem, bo w czasie okupacji ukrywał się w naszej wiosce. Jak tylko mnie zobaczył, powiedział: Wacek, przywiozłem ci wolność! Zdziwiłem się, ale szybko się okazało, że za owo wyjście wyznaczono określoną cenę. Miałem pomóc UB w aresztowaniu Józka Franczaka”.

W tych kilku zdaniach odnajdujemy kluczowe treści dla „wyzwolenia”, jakie ponoć przynieśli nam Sowieci: więzienia, przesłuchania, wyroki, wyłapywanie tych, którzy jeszcze za konspiracji dali się poznać jako prawdziwi polscy patrioci. I ta fałszywa „wolność”… „Przyniosłem ci wolność” – mówi ubek, by za chwilę okazało się, że ma ona być warunkowana pomocą w schwytaniu „Lalka”. Taką właśnie Sowieci przynieśli nam „wolność” – okrojoną, fałszywą, udawaną, wymagającą podporządkowania się, utraty godności; „wolność” za kratami, „wolność” pod knutem, „wolność” w celi, „wolność” zbryzganą krwią, „wolność” kłamliwą. Czyli żadną w istocie „wolność” – gdyż ta jest albo jej nie ma. Bez światłocieni.

Żołnierze Niezłomni wychowani byli w kulcie Wolności Prawdziwej – wyrosłej na miłości wobec Ojczyzny, na wysokich standardach moralnych, na odważnym głoszeniu prawdy, na obowiązku stawiania oporu Złemu, nawet wtedy, gdy walka była skazana na porażkę.

Takiej wolności zabrać zresztą się nie da. Dlatego wszyscy Oni, Wielcy, pozostali Wolni do końca – mordowani, zabijani strzałem w tył głowy, wrzucani do bezimiennych dołów na Łączce i w wielu innych zapomnianych miejscach. Pozostali Wolni w „wyzwolonej” Ojczyźnie. Dzisiaj my, ich wolnym duchem karmieni, możemy cieszyć się Polską. Wolną prawdziwie.
[pozostało do przeczytania -2% tekstu]
Dostęp do artykułów: