Sól i światło

Sól daje smak potrawom. Nie ma sensu jeść samej soli. Światło wydobywa dla nas przedmioty z ciemności. Nie grzeszy pychą, nie kieruje wzroku na siebie. Sól musi się rozpuścić, by potrawa smakowała. Światło jest altruistą. Jak wielka sztuka. Wielcy artyści bardzo często nie rozumieli tego, co tworzą. Powiedzieć, że sztuka jest tajemnicą, to zgrzeszyć banałem. Błądzili, koncentrowali się na drobiazgach, szukając drogi. Widząc, że jednego razu tworzą nieśmiertelne, kiedy indziej bezwartościowe, starali się stworzyć metodę, powtarzali to, co przynosiło efekt, w końcu znajdowali. 

Olga Boznańska portretowała dusze. Każdy jej portret to zwierzenie, spowiedź. Pisała: „Wytwarzam sobie obraz duchowy osób, które mnie interesują, tylko takich”. Ważne jest więc zaangażowanie, rodzaj miłości do tego, co uwieczniane. 

Zaczynała zawsze od oczu, „od tego w oczach, co stanowi ich wyraz”. Sama nie wiedziała, co to jest. Dusza? Tak, dusza. A dopiero potem to, co dookoła oczu, mgławica, chaos, i z tego chaosu powstaje człowiek, ba, powstaje świat, „bo za każdym razem powstaje kolejny świat, nieprawdaż?”. 

Zaangażowanie, miłość, przyciąganie. Potem początek, wycelowanie, znalezienie centrum, klucza otwierającego przejście. Mostu. Co oznacza też wejście w specyficzny, transowy stan. Jest on niezbędny. Uniesienie jest niezbędne. 

Boznańska pod koniec życia, powalona sklerozą, w całym swym zagubieniu życiowym, gdy zaczynała malować, zmieniała się nie do poznania. Stawała się spokojna, uważna i znów przez chwilę była naturalna, rozumna i każdemu bliska. Wzięcie palety do ręki było sygnałem dla całej jej osoby, dla umysłu i emocji, dla oka i serca. Potem działał już automatyzm. Sama z siebie potrafiła wytworzyć w sobie ten stan. Wcześniej tysiące razy to robiła. Jak można namalować pianistkę, żeby wszyscy widzieli, że gra Chopina?

Zatem: miłość, klucz, uniesienie, altruizm. Ponadto szczerość, niecenzurowanie siebie...
[pozostało do przeczytania 50% tekstu]
Dostęp do artykułów: