Hipokryzja przemysłu pogardy

Na Joannę Lichocką wylała się nieprawdopodobna wręcz rzeka nienawiści i pogardy. Na portalach zaroiło się od Katonów, którzy w trosce o jakość debaty publicznej napominali posłankę i jej macierzystą partię. W tym medialnym festiwalu moralistów zabrakło chyba tylko Urbana, a ów bez wątpienia byłby właściwym dopełnieniem zestawu jego uczestników. Prawda jest bowiem taka, że Joannę Lichocką upominali ci, którzy swoją obecność w życiu publicznym opierają na nienawiści i pogardzie. 

Tak, to prawda, że posłanka PiS dała się ponieść złym emocjom, ale stało się to po tym, jak jej wystąpieniom sejmowym towarzyszyło wręcz niewyobrażalne wycie – naprawdę trudno innym słowem opisać te dźwięki – polityków KO. Stali widzowie transmisji posiedzeń parlamentu wiedzą, o czym mówię, a głosy Sławomira Nitrasa i Agnieszki Pomaski rozpoznają równie sprawnie jak widzowie filmów przyrodniczych głos Krystyny Czubówny. Można zatem mądrzyć się, iż dojrzałość wymaga umiejętności panowania nad emocjami w trudnych sytuacjach, ale niech pierwszy kamieniem rzuci ten, kto nigdy po ludzku nie wytrzymał. Joanna Lichocka wyraziła żal za swoją chwilę słabości. Ale jej nabuzowani krytycy na co dzień stosują pogardę wobec każdego – kimkolwiek by nie był – kogo uznają za swego przeciwnika. Polityk, dociekliwy dziennikarz, ba, nawet całe redakcje, grupy obywateli, środowiska to permanentne ofiary ich aktywności. Ci, którzy tak przeżywają chwilę słabości posłanki PiS, kilka dni wcześniej rozentuzjazmowani gratulowali ludziom krzyczącym ordynarne obelgi do przemawiającego prezydenta podczas państwowych uroczystości. Czy pan Zandberg pobiegł w tej sprawie na rozmowę do Borysa Budki? Czy dziennikarze postkomunistycznych mediów nagrywali filmiki z wyrazami oburzenia wobec wydarzeń w Pucku? Oczywiście że nie, bo każdy z nich ma w nosie jakość debaty publicznej, a ogromna część z nich od lat buduje swe kariery na systematycznym jej niszczeniu. Gdyby Joanna Lichocka była z Platformy,...
[pozostało do przeczytania 20% tekstu]
Dostęp do artykułów: