Bezprawie

Zastanawiam się, czy „nadzwyczajna kasta” zdaje sobie sprawę, jak wielkie szkody wyrządza sobie, swojej profesji i samemu prawu. Otrzeźwienia nie widać, nie pojawiają się też głosy, że toczony przez nią bój skazany jest na przegraną, i to wielokrotną. Żadna koteria, a zwłaszcza ta zhierarchizowana, nie ma szans w walce z własnym państwem. 

Armia może dokonać fizycznego przewrotu, ale sędziowie mogą co najwyżej ubrać się w togi i pospacerować po ulicach. A zagranica? Nawet jeśli Unia karami finansowymi wymusi chwilowe ustępstwa rządu, problem nie zniknie. Pojawi się inna ustawa, inne podejście, a jakoś rzecz rozwiązać będzie trzeba. Dodatkowo, jeśli zniknie przypadkowa (ale jednak ciągle widoczna) przywódczyni buntu, po rebelii nie zostanie śladu. Tylko straty pozostaną. Ile czasu minie, nim sędzia stanie się symbolem zawodu zaufania społecznego, a nie jedynie pyszałkiem podatnym na korupcje i naciski? Nawet jeśli rządzić będą same anioły, pokusa ręcznego sterowania pozostanie, ale przecież sędzia z przetrąconym kręgosłupem nie będzie cennym elementem państw prawa. Prędzej neofitą, tym razem w drugą stronę. Brak dyskusji, wyparty walką plemienną i emocjami – kto, kogo? – powoduje, że znika powaga urzędu i siła argumentacji. W głosach coraz częściej pobrzmiewa tendencja, aby osąd wydawała opinia publiczna, a nie doświadczeni specjaliści mający dostęp do wszystkich dowodów, argumentów i naukowych opinii. A stąd już niedaleko do linczu. Oczywiście w sprawie najbardziej zawinili sędziowie, zdejmując łańcuch z orłem i wchodząc w rolę polityków, w dodatku goniących za medialną popularnością. Wśród emocji i inwektyw nikną racje i zasady, których powinno się trzymać. Więcej – w sytuacji, gdy konflikt rozpada się na setkę potyczek, powstaje prawna anarchia. W zależności od potrzeb zakwestionowane może być wszystko. Osobiście wolę, żeby sędzia był w swej decyzji niezawisły, z prawem do błędu włącznie, jeśli się pomyli, istnieją odwieczne...
[pozostało do przeczytania 4% tekstu]
Dostęp do artykułów: