Fino alla fine!

Polakami wstrząsnął przypadek zmniejszenia przez sąd kary zwyrodnialcowi, który gwałcił, katował i w końcu zabił trzylatka. Bo niby „można sobie wyobrazić” gorszy sposób zadawania śmierci, jak napisano w uzasadnieniu. Oczywiście jedynie środowisko „Gazety Wyborczej” rzuciło się do obrony sędziego. 

Każdemu normalnemu człowiekowi „nóż się w kieszeni otwiera”, jak słyszy o takich przypadkach oraz o próbach ich obrony. Niestety, nijak nie może się to wszystko przebić do zatwardziałych elit, które ciągle nie widzą zasadniczego problemu: wymiar sprawiedliwości wymaga zasadniczej reformy, nie tylko organizacyjnej, ale po prostu jakościowej, potrzebuje sanacji moralnej. Nie da się tego procesu przeprowadzić bez wymiany personalnej i bez wprowadzenia jakiegoś systemu, który nie pozwalałby sędziom trwać w poczuciu bezkarności poza jakąkolwiek możliwością kontroli przez społeczeństwo. Ostatnio pewien mój znajomy, prezenter radiowy, wcale nienależący do obozu sympatyków Dobrej Zmiany, że tak się wyrażę ogólnie, zetknął się z „wymiarem sprawiedliwości”. Jakiś biznesmen groził mu na parkingu bronią. Sprawa została zgłoszona do odpowiednich organów. Lecz sąd nie dopatrzył się w działaniach pana przykładającego spluwę do czoła mojego kolegi czegokolwiek, co by było sprzeczne z prawem. I tenże właśnie mój znajomy zadzwonił do mnie, żaląc się, że jednak wymiar sprawiedliwości w Polsce to obraz nędzy i rozpaczy. Przyznał, że to wszystko trzeba w jakiś sposób naprawić. I to zdecydowanie. Nie przytoczę tu dość kolokwialnych sformułowań, jakich użył. Ale takich przypadków są w Polsce setki, tysiące. Normalni ludzie wiedzą, jak wygląda stan rzeczy. Nie dziwią więc badania opinii publicznej, które tylko potwierdzają to, że Polacy chcą naprawy sądownictwa. Kropka.
Tym bardziej nie można i nie wolno ugiąć się pod naciskami, szantażami i groźbami. Nie można wymiękać! Fino alla fine – brzmi hasło mojego ulubionego włoskiego klubu. Aż do końca! Właśnie: aż...
[pozostało do przeczytania -0% tekstu]
Dostęp do artykułów: