TK na posterunku

Serial sądowy nadal trwa i uprzedzam z bólem serca, że jeszcze długo potrwa. Po „uchwale” SN, która była gwałtem na prawie, logice, konstytucji, przyzwoitości i w końcu na niemal 800 sędziach, Trybunał Konstytucyjny uporządkował chaos prawny. 

Postanowienie TK próbowało podważyć wielu „ekspertów” i inne ośrodki myśli europejskiej, ale ostatecznie nawet SN przyznał, że postanowienie obowiązuje. Dzięki temu wszystkie głupoty popełnione przez połączone Izby SN zostały zniesione lub zawieszone. Orzeczenia sędziów powołanych przez nową KRS mają moc wiążącą, sami sędziowie mogą swobodnie orzekać, KRS dalej powołuje nowych sędziów, a Izba Dyscyplinarna działa. Jakby nie patrzeć, w tej rundzie wygrywa prawo i TK. Pytanie, na jak długo. Odpowiedź na pewno nie zaskoczy, bo jest nią riposta TSUE. Trybunał Konstytucyjny dla „obrońców konstytucji” jest nieważny, Sąd Najwyższy powoli też się robi „pisowski”, wszak za chwilę wybory na prezesa SN, no to siłą eliminacji pozostaje TSUE. Teraz na koszulkach celebrytów zobaczymy taki właśnie skrót. Wiemy, co się dzieje w Polsce, ale jak się zachowa TSUE, to już takie pewne nie jest. Ostatni wyrok był wyjątkowo łagodny, jak na ich możliwości. Co więcej, TSUE przed wydaniem ewentualnego zabezpieczenia i „zawieszenia” Izby Dyscyplinarnej musiałby całkowicie zmienić swoją wykładnię, która mówi, że to sądy krajowe decydują o stanie prawnym. Nie takie rzeczy robiła kasta krajowa i zagraniczna, więc naiwnością byłoby sądzić, że podobne postanowienie TSUE nie zapadnie. Na szczęście kolejny ruch znów należy do TK, w przedmiocie „wyższości prawa krajowego nad traktatowym”. Polska wygrała bardzo ważną bitwę, ale ta wojna jeszcze potrwa, co najmniej do wyborów Prezesa SN i Prezydenta RP. 
[pozostało do przeczytania -1% tekstu]
Dostęp do artykułów: