Moje igrzyska

Dodano: 07/08/2012 - Nr 32 z 8 sierpnia 2012

Moi herosi Ale to jednak nie piłkarze, może paradoksalnie, najbardziej wryli mi się w pamięć w „moich” pierwszych igrzyskach. I nawet nie wielki, choć mały wzrostem ciężarowiec Zygmunt Smalcerz, który wygrał swoją wagę, jak chciał. Ani nie wielki przegrany śp. Waldemar Baszanowski, który w ciężarach miał złoto w Tokio osiem lat wcześniej i w Meksyku cztery lata potem i który był żelaznym chorążym polskiej ekipy olimpijskiej – niósł biało-czerwoną na trzech kolejnych igrzyskach. A więc nie ciężarowcy. I nie Irena Szewińska, dla której Monachium było najgorsze, bo zdobyła „ledwo” jeden brązowy medal na 200 metrów. Dziś możemy tylko pomarzyć o krążku w sprincie kobiet, a wtedy pani Irena przyzwyczaiła nas, że z każdych igrzysk – poza 1972 r. – wracała ze złotem, a w sumie miała siedem medali olimpijskich. W 2005 r., już jako jedyny polski członek Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego, poparła w wyborach prezydenckich śp. Lecha Kaczyńskiego. Orły Górskiego, wtedy
     
24%
pozostało do przeczytania: 76%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze