Kim będziemy, gdy wygramy

O losie narodu decydują proporcje

Zatem to, iż faktyczną energię społecznego działania wykazuje drobna mniejszość, nie musi niepokoić. Tak długo przynajmniej, jak długo owa mniejszość może liczyć na szeroki krąg sympatyków.

Powody do niepokoju są wtedy, gdy grupa, którą – może z pewną przesadą – warto nazwać elitą obozu patriotycznego, zaczyna obracać się w społecznej próżni. Gdy coraz więcej osób nie tylko deklaruje, ale faktycznie wycofuje się z troski o jakość życia publicznego.

W PeeReLu wiele osób czuło i mówiło: skoro nie ma żadnych realnych możliwości naprawy tego chorego systemu, wycofujemy się w prywatność: zabiegamy o pozycję materialną swoją i swojej rodziny.

No, ale komunizm się skończył, autorytety się zmieniły na lepsze: Jerzego Urbana zastąpił Adam Michnik, bo wprowadzono demokrację. A demokracja – wiadomo – to taki ustrój, w którym obywatele mają kontrolę nad warunkami swojego życia. Co to znaczy? To znaczy, że nie tylko mogą się bogacić, ale także wspólnie działać, by zmieniać organizacyjne, ogólne ramy zbiorowego funkcjonowania.

Jednak TuskoKraj

Wiele osób krytykuje – nie bez podstaw – posługiwanie się przeze mnie od czasu wydania mojej książki „Pociąg do Polski. Polska do pociągu” (Wydawnictwo Prohibita) określeniem TuskoKraj. Polska to nie żaden TuskoKraj – piszą.

Dlaczego jednak uważam, że określenie takie jest, niestety, uprawnione? Nie tylko dlatego, że liczne działania premiera Donalda Tuska wykazują znamiona zaniechań w sprawach podstawowych dla interesu narodowego. I nie tylko dlatego, iż za takie swoje zachowanie dostaje on i jego ekipa premię w postaci medialnej pobłażliwości w sytuacjach, które na to nie zasługują. Najbardziej smutne i niepokojące jest to, że w ubiegłym roku dostał premię także od wyborców, którzy po raz kolejny udzieli mu kredytu zaufania.

Moja i twoja pomyślność (tylko!)...
[pozostało do przeczytania 47% tekstu]
Dostęp do artykułów: