Włoski bój w regionach

I znowu, dzięki cudownemu cyklowi wydawniczemu, autor stoi przed trudnym zadaniem wróżenia z sondażu i własnego, nie ukrywam, oczekiwania. Oto w ostatnią niedzielę odbyły się (z perspektywy ukazania się tygodnika piszę w czasie przeszłym) w Italii wybory regionalne w Emilii-Romanii i w Kalabrii. 

Przy czym uwaga opinii publicznej bardziej skoncentrowana była na tym, co się stanie w tym pierwszym regionie, od dziesięcioleci twardym bastionie lewicy. W Emilia-Romania zawsze wygrywali komuniści, którzy nieustannie przekształcając nazwy formacji przetrwali do dzisiaj i funkcjonują jako Partia Demokratyczna. Główny pojedynek, który toczył się w tych wyborach, to starcie kandydatów na stanowisko prezydenta regionu. Byli to kandydat lewicy, dotychczasowy prezydent Stefano Bonaccini, oraz kandydatka zjednoczonej prawicy Lucia Borgonzoni. Tę ostatnią wspierali aktywnie liderzy trzech prawicowych ugrupowań: Salvini, Meloni oraz Berlusconi. Ale nie tylko. Oto swoje poparcie wyraziło dwóch znakomitych, sławnych trenerów – Siniša Mihajlović oraz Arrigo Sacchi. My w Polsce wiemy, co znaczy środowiskowy terror związany z popieraniem „poprawnych” kandydatów i pamiętamy przypadki tych nielicznych sportowców czy aktorów, którzy udzielają poparcia prawicy, po czym są brutalnie atakowani i hejtowani. W Italii dzieje się to samo. W Bolonii jedna z radnych zażądała w związku z poparciem Salviniego przez Mihajlovića, by trenerowi natychmiast odebrać honorowe obywatelstwo miasta. Ciśnienie było potworne, gdyż wynik wyborów może spowodować potężne zmiany polityczne wobec słabego rezultatu kandydatów Ruchu Pięciu Gwiazd. W tej sytuacji Partia Demokratyczna może zdecydować się na przyśpieszone wybory. I wtedy może być tak jak w roku 2000, gdy sukces Berlusconiego w wyborach regionalnych spowodował, że rząd Massima D’Alemy podał się do dymisji. Teraz już znamy wyniki włoskich wyborów, ja pisząc ten tekst, mogłem jedynie ufać sondażom, które wskazywały na...
[pozostało do przeczytania 3% tekstu]
Dostęp do artykułów: