Przedsmak

Gdyby ktokolwiek chciał zobaczyć, co by się działo, gdyby naszym rodzimym „Europejczykom” udało się wrócić do władzy, wystarczy przyjrzeć się ostatnim działaniom Sądu Najwyższego. Niejednokrotnie podkpiwałem sobie z tych wszystkich buńczucznych zapowiedzi o tym, jak będą wsadzać PiS-owskich prominentów, jak przeprowadzą czystkę w mediach i zlustrują przeciwników politycznych na wszystkich możliwych stanowiskach. 

Dziś nie mam wątpliwości – oni planują to na poważnie! Jedyna wątpliwość, czy im się uda. Awangarda Złej Zmiany – owa „wyjątkowa kasta” w togach i biretach – pokazała przecież, jak instrumentalnie radzić sobie ze świętą ponoć konstytucją i wychwalanym na każdym kroku trójpodziałem władzy, kwestionując wszędzie kompetencje władzy ustawodawczej, wykonawczej, a nawet sądowniczej, czego dowodzi zlekceważenie Trybunału Konstytucyjnego czy legalnie wybranych pozostałych izb Sądu Najwyższego. Warto zauważyć, jak owi notoryczni „obrońcy praw człowieka” potraktowali własnych kolegów sędziów, wypychając ich de facto do getta dla bezrobotnych. Skądinąd inspiracją dla tych działań nie były krajowe kodeksy ani wspomniana już ustawa zasadnicza, lecz orzeczenie TSUE, zresztą dość skutecznie zmanipulowane. Jedną, skądinąd nielegalną, uchwałą została zakwestionowana suwerenność polskiego wymiaru sprawiedliwości i cały porządek prawny w naszym kraju. Mimo specjalizacji w fantastyce i historiach alternatywnych nie jestem w stanie wyobrazić sobie, co się będzie działo. Czy będziemy mieli teraz dwa „półtrybunały”, izby nieuznające i delegalizujące się nawzajem? Czy korzystając z uchwalonych przez Sejm ustaw, pogoni się rozpolitykowane bractwo z Pałacu Sprawiedliwości (pozostawiając nielicznych sprawiedliwych)? Czy starczy determinacji i środków? Naszym pierwszym krokiem musi być zwycięstwo w wyborach prezydenckich. Lecz jeśli ceną miałaby być kapitulacja wobec rozbestwionej sądokracji, po co zwyciężać?
[pozostało do przeczytania -1% tekstu]
Dostęp do artykułów: