O spuściźnie komunizmu i o tym, co to dla nas oznacza dzisiaj. Wystąpienie na IV Szczycie Przewodniczących Parlamentów Państw Europy Środkowej i Wschodniej

Opinie [Wyzwania dla rządów Europy Środkowej i Wschodniej]

Przyznaję, że jestem antykomunistą. W latach 70. i 80. na naszych uniwersytetach w Wielkiej Brytanii antykomunistów unikano. W końcu atakowaliśmy rewolucję, która zaoferowała wyzwolenie ludzkości z ogólnoświatowego spisku kapitalistycznego. Nasi profesorowie przyznawali, że Związek Radziecki nie wypalił; ale tylko w praktyce było źle, nie w teorii. My, apologeci kapitalizmu, myliliśmy się w teorii, co było o wiele gorsze niż jakiś tam „wypadek” spowodowania dwudziestu milionów zgonów i wygaśnięcie indywidualnej wolności na połowie globu. Fakt, że mieliśmy rację w praktyce, był ledwo zauważany przez naszych krytyków. Przeżyliśmy to wszystko, ale wydaje mi się, że wciąż jeszcze wiele trzeba się nauczyć. Życie było trudne dla nas dzięki naszym „miłym” kolegom, którzy wielokrotnie wyrażali swoje oburzenie z powodu naszej paskudności, aby móc lepiej pokazać, jacy to oni są mili. Właśnie wtedy nauczyłem się, jak okropna może być udawana dobroć. Od chwili, gdy w 1980 roku
     
6%
pozostało do przeczytania: 94%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze