Wypijmy za błędy

Do lektury „21 polskich grzechów głównych” Piotra Stankiewicza przystąpiłem dopiero po roku, zniechęcony opiniami o kontrowersyjności lub nawet obrazoburstwie. Szkoda. Bo choć nie ze wszystkimi tezami autora można się zgodzić, praca jest jak podmuch świeżego powietrza, przewiewający opary samozadowolenia.

Słynna praca pułkownika Zbigniewa Załuskiego z 1962 roku stanowiła istotny element wielkiego sporu w obozie władzy między zwolennikami i przeciwnikami bohaterszczyzny, już wtedy idąc na przekór rzecznikom pedagogiki wstydu. Stankiewicz mimo zachowania reguł pamfletu i satyrycznej formy nie wpisuje się w wojnę polsko-polską. Jego praca jest zobiektywizowanym opisem polskich niemożności – często ze sobą sprzecznych, jak „niedasizm”, „optymizm magiczny” – ja na miejscu autora nazwałbym to zjawisko „jakoś-to-będzizmem”. Zabawne tytuły nie przysłaniają ponurego obrazu naszych wad, może nie genetycznych, lecz z pewnością nabytych przez zabory, okupacje, komunizm. Nasze „polactwo” nie jest wynikiem jakiegoś przekleństwa, raczej przystosowania, które w czasach trudnych pozwalało przetrwać, ale w wolnej Polsce jest utrapieniem, powodem codziennych stresów – a często jednym z motywów emigracji. Lista grzechów jest długa – fetysz jedności narodowej i „autorasizm” (suma kompleksów plus antysolidarność międzyludzka). Niby państwo, a państwo wyrodne. Rozbieżność prawa i zwyczaju. Powszechny „widzimisizm” czy „kozłoofiaryzm” i permanentne lekceważenie procedur. Odrobinę optymizmu wnosi stwierdzenie, że ostatnio jakby idzie ku lepszemu. A poza tym jak obrażać się na lustro, nawet jeśli jest troszeczkę krzywe?

Piotr Stankiewicz
21 polskich grzechów głównych
Bellona, Warszawa 2018
(*5)
[pozostało do przeczytania -2% tekstu]
Dostęp do artykułów: