Zdrada jako narzędzie polskiej polityki

Pytania prejudycjalne kierowane do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości, antyrządowe wystąpienia posłów na forum Parlamentu Europejskiego czy wreszcie nieszczęsne zaproszenie Komisji Weneckiej przez marszałka Senatu Tomasza Grodzkiego – czy to Państwu nie przywodzi na myśl czytelnych analogii z naszej historii?

Tak, mają Państwo rację – Grodzki, niektórzy sędziowie czy europosłowie kontynuują tradycję braci Kossakowskich, Piotra Ożarowskiego czy Franciszka Ksawerego Branickiego. Zasłużyć się obcym i z ich pomocą pognębić krajowych konkurentów – zdaje się brzmieć ta pobrzmiewająca od ponad 250 lat nuta. Nuta targowicy.

Syndrom postkolonialny
Kraje słabsze lub takie, które dopiero wychodzą spod obcej dominacji, charakteryzują się wyraźnym rozwarstwieniem. Tworzy się w nich niepodległościowa, ambitna elita, jednak w opozycji do niej pozostaje bardzo wpływowa i utrwalona w wielu dziedzinach życia warstwa tzw. kompradorów. Źródłem dzisiejszego znaczenia tego słowa jest reguła dość osobliwa, bo oparta na portugalskim słowie źródłowym „comprador”, oznaczającym dosłownie „nabywcę”, jednak w praktyce tak byli określani Chińczycy, którzy w portugalskich posiadłościach na terenie tego kraju pełnili rolę „załatwiaczy” i „ułatwiaczy” występujących w imieniu swoich kolonialnych panów. Dziś, kiedy po portugalskich latyfundiach pozostały jedynie architektoniczne resztówki, termin „komprador” oznacza przedstawiciela elity, która w imieniu kolonii – metropolii – zarządzała tubylczym, podporządkowanym interesom hegemona żywiołem. Komprador nie chce rzeczywistej suwerenności swego kraju, bowiem oznacza ona, dla całej jego warstwy, umniejszenie wpływów i utratę władzy, którą kompradorzy sprawowali lokalnie w imieniu metropolii. Ojcami współczesnego kompradorstwa polskiego są bez wątpienia: Jacek Kuroń, Adam Michnik i Bronisław Geremek. Co ciekawe, ateistycznej trójce znakomicie sekundował „katolicki polityk” Tadeusz...
[pozostało do przeczytania 71% tekstu]
Dostęp do artykułów: