Globalne kłamstwo klimatyczne

Nie ma żadnej katastrofy klimatycznej. Żyjemy w holoceńskim „interglacjale”. Gdy za 10, 20 lat globalne kłamstwo klimatyczne upadnie, cynicy nie będą się wstydzić, bo zarabiają, ale nagłaśniający te bzdury pożyteczni idioci, towarzysze drogi neomarksistów na usługach wielkiego biznesu, będą mieli kaca moralnego. Jesteście ignorantami. 

Tak zareagowałem na wpis Jana Śpiewaka: „Od liderów politycznych, którzy uważają, że katastrofa klimatyczna jest największym wyzwaniem stojącym dzisiaj przed światem (słusznie!), moglibyśmy oczekiwać, żeby nie latali na drugi koniec świata na wakacje. To właśnie taki hedonistyczny styl życia niszczy planetę”. Hedonizm potępiam. Hipokryzję polityków i celebrytów również: w jakimś opiniotwórczym brukowcu przeczytałem lata temu obok zdjęcia celebryty wysiadającego z prywatnego samolotu: „Leonardo DiCaprio robi wiele dobrego w ramach walki ze zmianami klimatu”. Bez wątpienia gada wiele na ten temat publicznie, a potem prywatnie wsiada do produkującego tony CO2 prywatnego odrzutowca. Cóż… 

Nie ma żadnej katastrofy klimatycznej wywołanej przez człowieka. Zmiany, jakie widzimy za oknem, są częścią naturalnej, odwiecznej klimatycznej sinusoidy. Jeśli spojrzymy na ostatnie 4,5 tys. lat, żyjemy dziś w piątej fazie ciepłej. Dwie miały miejsce przed narodzeniem Chrystusa, a w czasie drugiej, trwającej około 900 lat, było na świecie o wiele cieplej niż dziś. Potem powyżej średniej mieliśmy temperatury w czasach imperium rzymskiego, w czasie średniowiecznego optimum klimatycznego oraz w czasie dzisiejszej fazy ciepłej. Stulecia od VI do IX, tak zwane wieki ciemne, to czas ochłodzenia, podobnie pośredniowieczna „mała era lodowcowa”, z kulminacją około 1600 roku, gdy temperatura była niższa o 1,5 stopnia od średniej ostatnich tysiącleci. 

W średniowieczu w Polsce uprawiano brzoskwinie i szczepy winne w naszych czasach znane tylko z Hiszpanii czy południa Francji. W czerwcu 1991 roku, po wybuchu...
[pozostało do przeczytania 38% tekstu]
Dostęp do artykułów: