PiS się zakiwał

Felieton [A daj pan spokój]

O Marianie Banasiu powiedziano wszystko, nawet więcej niż wszystko, dlatego nic więcej do powiedzenia nie mam. Czym innym jest jednak to, co wokół tej sprawy narosło i w efekcie przerosło PiS. Były różne etapy: najpierw „kryształowy człowiek”, potem „duże wątpliwości”, w końcu, co tu dużo mówić, nagonka na Banasia, tak czytelna, że spora część elektoratu PiS wyraziła ostry sprzeciw.  Na każdym etapie, z wyjątkiem ostatniego, PiS mógł politycznie wygrać. Powołanie bez odpowiedniej weryfikacji służb lub ze świadomością, że nie wszystko jest „kryształowe”, dało się naprawić solidnym postępowaniem i odpowiednią reakcją po ustaleniu stanu faktycznego. Taką operację PiS w znacznej części przeprowadził prawidłowo, choć nieciekawie to wyglądało w mediach. Wezwanie do dymisji nie było błędem, tak już w polityce jest, że jeśli przeciwnik przeprowadzi skuteczny atak i wpoi opinii publicznej swoją „narrację”, to odwrócenie ról graniczy z cudem. Sam Banaś też dostarczył argumentów
     
58%
pozostało do przeczytania: 42%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze