Będzie Bolkiem

Nowy marszałek Senatu jest postacią bez zagadek, jeden rzut oka wystarczy, aby dostrzec małą skomplikowaną osobowość, wybitnie zakochaną w sobie. Zaczęło się od kabotyńskich gestów triumfu, uniesionych palców dłoni złożonych w literę „V”, jako żywo gest Mazowieckiego po wyborze na premiera.

Potem Tomasz Grodzki zrównał swój wybór niemalże z wyborem na papieża. Na końcu przypisał sobie nowe kompetencje i zapowiedział wizytę w USA, gdzie ma rozprawiać, jakżeby inaczej, o praworządności. Niby nic nowego pod słońcem, wszak to modelowe zachowanie polityków opozycji, ale zwracam uwagę, że to wszystko miało miejsce w ciągu zaledwie 24 godzin. Jeśli się połączy te
[pozostało do przeczytania 48% tekstu]
Dostęp do artykułów: